Zamieszanie zaczęło się od informacji na unijnym portalu euObserver.com. Wynika z niej, że Polska chcąc promować tolerancję i zerwać z wizerunkiem państwa homofobicznego zrezygnuje z opłat wizowych dla obywateli Białorusi, Ukrainy i Rosji, którzy chcieliby wziąć udział w paradzie 11 czerwca w Warszawie.
Źródłem informacji byli organizatorzy parady. Byłoby to pierwsze tego rodzaju działanie ze strony państwa Unii Europejskiej.
Informacji towarzyszyła wypowiedź rzecznika polskiej prezydencji w UE Konrada Niklewicza, który stwierdził, iż opinia o Polsce jako kraju homofobicznym jest krzywdząca. - Nie odnosiłem się do sprawy zniesienia opłat wizowych, pytano mnie tylko na temat homofobii o Polsce - mówi Niklewicz.
Organizatorzy parady powołują się na pismo MSZ z marca tego roku z departamentu konsularnego. Stwierdza ono, że podania o wizę będą "rozpatrywane indywidualnie w oparciu o Wspólnotowy Kodeks Wizowy".
- To pismo jest odpowiedzią na nasz wniosek o zniesienie opłat, naszym zdaniem daje możliwość, że osoby które chciałyby uczestniczyć w paradzie z Białorusi, Ukrainy i Rosji byłyby zwolnione z opłat - powiedział nam rzecznik parady. - Ta bardzo ładny gest - dodaje.
Informacje na temat zniesienia opłat wizowych, jak nam powiedziano w MSZ, wywołały "sporo szumu w Brukseli". - Pojawiły się głosy, że to odważny krok, ale dyskusyjny z punktu widzenia prawa unijnego.
Informacjami, że MSZ chce znieść opłaty za wizy, jest zdumiona dyrektor Paulina Kapuścińska z departamentu konsularnego. - Patrzę na to pismo i nijak nie mogę się w nim doczytać zapowiedzi zniesienia opłat wizowych - mówi "Gazecie".
MSZ informuje, że w piśmie są informacje kiedy i w jakich warunkach można otrzymać wizę, a zdanie o indywidualnym traktowaniu każdej osoby w oparciu o przepisy wizowe UE nie oznacza zwolnienia z opłat. Zdaniem Kapuścińskiej to standardowe pismo departamentu, w którym znajduje się informacja, jakie przepisy obowiązują.
Polska rzeczywiście na jakiś czas zniosła opłaty za wizy, ale dla białoruskich opozycjonistów represjonowanych po grudniowych wyborach prezydenckich i demonstracji w Mińsku. Jednak MSZ zwraca uwagę, że była to sytuacja wyjątkowa.
Źródło: Gazeta Wyborcza