Zbigniewa Wassermanna poznałam niedawno - zaczęłam z Nim współpracować w grudniu ubiegłego roku przy sejmowej komisji śledczej ds. hazardu. Te wspólnie przeżyte cztery miesiące na zawsze pozostaną w mojej pamięci jako niezwykły, niepowtarzalny, wspaniały czas.
Był niesamowicie ciepłym, wrażliwym człowiekiem, pełnym troski i dobrych, szczerych intencji. Inteligentny i bardzo mądry, z ogromnym poczuciem humoru. Uwielbiał słodycze i dobrze przyrządzone śledzie, skarżył się na krety na działce, z utęsknieniem wypatrywał nadejścia wiosny po tegorocznej, ciężkiej zimie. Lubił "The Rolling Stones" i muzykę country. Kilka dni temu podarował mi płytę CD ze składanką najlepszych utworów polskiego rocka. Ta płyta jest moją jedyną, materialną pamiątką po Nim. Miał mnóstwo wspaniałych planów na przyszłość - prywatnie chciał mieć ogród pełen kwitnących kwiatów. Miał mnie nauczyć dobrze grać w tenisa. Ostatni raz rozmawiałam z Nim wieczorem w przeddzień tragedii - powiedział, że do Katynia "leci z potrzeby serca". Martwił się, żeby nie zaspać i nie spóźnić się rano na samolot...
Teraz już nie ma Go wśród nas. Nie potrafię pogodzić się z Jego śmiercią. Przeżyłam z Nim zaledwie kilka o wiele za krótkich chwil. Zostawił nas wszystkich - Rodzinę i Przyjaciół - pogrążonych w głębokim bólu, którego nic nie ukoi. Bez Niego nic już nie będzie takie samo. Ta rana nigdy się nie zagoi, ta pustka nigdy się nie wypełni. Miał zadzwonić do mnie po powrocie z Katynia do Polski. Teraz już przez całe swoje życie będę czekać na ten telefon...
Cześć Jego pamięci.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków