Jego kampania, jeśli ruszy, będzie na pewno bardzo ciekawa. Będzie okazją do prezentacji problemów samorządu językiem dotychczas niespotykanym na tę skalę. Omówienia rozwoju miasta, drogownictwa, tramwajarstwa, piłkarstwa, taniego latania, organizacji licznych festiwali - Miłosza, Conrada, fotografii, festiwali operowych, filmowych, analizy logistyki marszów jamników i jakże tu popularnych wyścigów chodziarzy dostaniemy w formie nowej.
Najprawdopodobniej decyzja o starcie Wassermanna zapadnie, gdy on sam i prawnicy z PiS-u orzekną ostatecznie, iż każdą z tych spraw da się przedstawić w świetle licznych paragrafów i do nich komentarzy. Kodeksowo. Perspektywa ta mnie absolutnie zachwyca. Wiemy przecież, że Wassermann na żaden temat nie jest w stanie mówić bez penalizowania. Penalizowania bardzo surowego. Cóż może czekać zwolenników literatury, chętnych do półlegalnego gromadzenia się na panelach krytycznoliterackich współfinansowanych dotychczas przez magistrat? Na panelach, których byle jaka organizacja pod względem karnoskarbowym i pożarniczo-kominiarskim pozostawia jakże wiele do życzenia? Ho, ho! Hola, hola! - ruszy kampania, zobaczymy. Płazem im nic nie ujdzie, łobuzom, tego możemy być pewni. Czekają nas jurydyczne objaśnienia i zdjęcia operacyjne z wyprowadzania panelistów, słusznie wystraszonych literatów, zdejmowanie kominiarzy wprost z kominów placówek kulturalno-oświatowych, filmy z przewożenia przebranych cudacznie jamników do azylu, fotki z masowych, tymczasowych i porannych zatrzymań chodziarzy. Ruszą przeciekawe plany osadzeń, nakładania grzywien, podsłuchiwania, wypuszczania za kaucją, zaostrzania regulaminów dla osadzonych, ruszy zadawanie przeciekawych zagadek, w których zadawaniu Wassermann jest mistrzuniem. Ruszy wreszcie - nie wątpię - lokalny portal zajmujący się online translacją jego trudnych wypowiedzi na podstawowy język polski.
W świetle przenudnych kampanii samorządowych, których już byliśmy świadkami, ta nadchodząca może być oscarowa. Wassermann, mam nadzieję, wystartuje i nie dajmy się zniechęcić tym, że chodzi mu tylko o władzę. Do takiego wniosku można dojść po lekturze rozmowy z nim na łamach "Gazety", gdzie bez oporów mówił, iż jest mu blisko zarówno do prezydenta Majchrowskiego, jak i do Platformy. Zależy. Zależy komu elektorat będzie szykował zwycięstwo, do tego kogoś Wassermannowi będzie bliżej, i z tym będzie się łaskaw związać koalicyjnie. Ten rodzaj kombinacji jest rozkoszny. Znamy to, znamy i lubimy. A więc będziemy mieli i owo specjalne podejście do zasad, i wassermannowe widzenie świata, i jego niezwykły język. Cóż nam mogą wobec takiej zabawy zaproponować Stanisław Kracik czy Jacek Majchrowski? Nic. Po prostu nic.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków