http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Portrety >  Zbigniew Wassermann

A A A

Skoczylas. Moje miłosne wyznanie

Jerzy Skoczylas
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 12:56

W Zbigniewie Wassermannie zakochałem się od pierwszego nie tyle wejrzenia, co usłyszenia jego przepięknej polszczyzny. Dowiedziałem się o nim na początku 1989, w związku z procesem Pawła Chojnackiego i Przemka Markiewicza, współorganizatorów bojkotu studium wojskowego UJ.

Prokuratura oskarżyła ich o używanie przemocy, choć to Paweł dostał w twarz od pułkownika Migdała ze studium wojskowego, a Przemkowi przypisano (między innymi) to, co zrobił Maciek Gawlikowski - czyli uderzenie pułkownika Brochwicza-Raduchowskiego, ale prokuratura wolała oskarżyć Przemka, choć Maciek zeznawał, jak było naprawdę. Akt oskarżenia napisał właśnie Zbigniew Wassermann. Wtedy tylko lekko piknęło mi serduszko, że w czasie, kiedy komuna sypała się już na całego, tylko ktoś z naprawdę mocnym kręgosłupem moralnym pakowałby się w takie oskarżenie.

Po latach Wassermann tłumaczył się, że prowadził tę sprawę na polecenie ówczesnego szefa krakowskiej prokuratury, którego nazywa "esbekiem". I że każda jego czynność była przez tego "esbeka" kontrolowana, więc sam Wassermann miał niewielki margines swobody, a dodatkowo oskarżeni "chcieli stanąć przed sądem, bo było im to potrzebne do celów politycznych".

Gdy przeczytałem te jego tłumaczenia, to już byłem w nim zakochany i cieszyłem się, że tak trafnie wybrałem obiekt mojej czystej miłości. Bo wcześniej najpierw dowiedziałem się, że Wassermann jest w komisji, która weryfikuje krakowską Służbę Bezpieczeństwa. Gdybym ja dawał się tłamsić w pracy esbeckim nadzorcom, to nie śmiałbym weryfikować innych esbeków, nawet gdyby mnie o to na kolanach prosili do spółki papież, premier Mazowiecki i Lech Wałęsa. A Wassermann miał tę śmiałość.

A potem usłyszałem, jak Wassermann przepięknie mówi "tutej", "tą sprawą", "włanczać", a przede wszystkim: "ja rozumie" (ortograficznie - tak by logicznie wynikało - "rozumię", jak "ja pije", orograficznie "piję") i od tego dnia moje życie zaczęło się na nowo.

Bo ja też zawsze tak mówiłem, tylko wcześniej potwornie się tego wstydziłem. A teraz nie tylko się nie wstydzę, ale nabrałem takiej śmiałości, że domagam się, aby Sejm przegłosował, że tak właśnie jest poprawnie. Szanse na sukces są duże, bo przewodniczący komisji hazardowej Mirosław Sekuła (w którym też bym się zakochał, gdyby nie to, że moje serduszko jest już zajęte) z PO mówi jeszcze piękniej niż ja i Zbigniew Wassermann, więc jest płaszczyzna do ponadpartyjnego sojuszu ludzi prawdziwie wykształconych.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Partie kobiet nie biorą

Na listach PO i PiS do samorządów jest niewiele więcej kobiet niż cztery lata temu. Trochę lepiej jest w SLD

Sufit nad PiS-em

PiS tuż po wyborach miał 24 proc. Po ponad pół roku pracy w opozycji ma 25 proc. I to mimo tego, że Platforma za swe błędy zapłaciła w tym czasie kilkunastoma punktami i ma dziś 28 proc.