To jego reakcja na śledztwo Prokuratury Okręgowej dla Warszawy-Pragi, która wyjaśnia, czy nie dopełnił obowiązków, nie zawiadamiając organów ścigania o liście, jaki otrzymał w 2005 r. od gangstera z Białegostoku. O wszczęciu tego śledztwa poinformowała w czwartek "Gazeta". List, a potem zeznania gangstera były podstawą śledztwa i oskarżenia prof. Jana Widackiego o nakłanianie gangstera do fałszywych zeznań.
Teraz role się odwróciły, bo śledztwo praskiej prokuratury wszczęte zostało po zawiadomieniu Widackiego, ale także analizie protokołów przesłuchania Wassermanna na procesie profesora. "Działałem w ramach obowiązującego prawa" - oświadcza poseł PiS w rozesłanym w Nowy Rok do mediów oświadczeniu. I po raz kolejny podkreśla, że "nie kontaktował się z autorem listu". Atakuje też Widackiego, że zawiadomienie prokuratury to element jego obrony w procesie.