Urodzony w 1960 roku w Będzinie. W Sejmie zasiadał od trzech kadencji. Był wiceprzewodniczącym klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, kierował ostatnią kampanią partii do Parlamentu Europejskiego. Angażował się w wiele spraw dotyczących Zagłębia. Ostatnio zabiegał m.in. o korzystny dla tej części województwa śląskiego przebieg szybkiej kolei Warszawa - Katowice. Poparł też plan specjalnej ustawy dla miast Górnego Śląska i Zagłębia, dzięki której miał powstać tzw. superpowiat, czyli metropolia.
Z wykształcenia był ekonomistą, zanim zaangażował się w politykę, prowadził własną firmę, która zatrudniała kilkadziesiąt osób. Wtedy też zaprzyjaźnił się z Krzysztofem Stachowiczem, dziś radnym PO w sejmiku. - Grzegorz każdego traktował serdecznie, i bez najmniejszej dawki agresji. To rzadka dziś cecha - mówi Stachowicz, który z Dolniakiem widział się na krótko przed podróżą. - Pakował się. Był dumny, że może polecieć do Katynia. Prawda jest jednak taka, że Grzesiek rzadko latał. Nawet gdy jeździł na urlop, całą rodzinę pakował do samochodu. Nigdy nie lecieli - mówi łamiącym się głosem Stachowicz.
Rodzina była dla Dolniaka bardzo ważna. - Córka Patrycja jest już dorosła, dawno skończyła studia, ale tata umiał sprawić, że wakacje wszyscy spędzali razem. Każda rodzinna uroczystość była dla niego bardzo ważna - przypomina Stachowicz, który nie kryje łez. Z Dolniakiem właściwie byli jak rodzina. - Grzesiek towarzyszył mi, gdy urodziła się moja córka. Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc. Mogłem na nim polegać, bo nie był jakimś tam załatwiaczem, który coś tam kombinuje na boku - wspomina Stachowicz.
Znajomi politycy podkreślają, że bardzo było ważne dla niego Zagłębie. - Organizował debaty i spotkania dotyczące przyszłości regionu. Dbał o interesy Zagłębia, ale jednocześnie wiedział, że musimy razem współdziałać z Górnym Śląskiem. Nie dzielił ludzi na lepszych i gorszych - mówi Zbigniew Szaleniec, przyjaciel Dolniaka i senator PO w okręgu sosnowieckim.
Szaleniec podkreśla, że Dolniak unikał politycznych sporów. Nie chciał robić kariery za wszelką cenę. Gdy trzeba było, schodził z pierwszej linii wydarzeń. - Grzegorz pokazał, że polityka może być uczciwa i pozbawiona złych emocji. Cieszę się, że dane mi go było znać - dodaje Szaleniec.
Inni znajomi Dolniaka przypominają, że na swoją pozycję w klubie i w Sejmie pracował bardzo długo. Przez lata był nieobecny w ogólnopolskich mediach. Dopiero niedawno zaczęło to się zmieniać. - Tak naprawdę Grzegorz był posłem od roboty. Praca w klubie to mnóstwo papierów, spraw organizacyjnych. Nie każdy by się na to zdecydował. To była ciężka, ale mało medialna praca. Jemu to nie przeszkadzało - mówi Wojciech Saługa, poseł PO z Jaworzna.
Źródło: Katowice.Gazeta.pl