Gdy miałam ze 13 lat, zapytałam mamę przy grobie ojca na Cmentarzu Bródnowskim, dlaczego tata umarł dwa lata przed moim urodzeniem. Powiedziała, że kamieniarz się pomylił Czuje się pani więźniem tamtej skrzynki? Nie, choć czasem myślę, że zawdzięczam jej klaustrofobię. Nie czuję się w żaden sposób szczególnie z powodu tego, co się wtedy, w 1942 roku, stało. Jak napisał mąż w wierszu 'Twoje matki obie': To twoje matki obie/ nauczyły cię/ tak nie dziwić się wcale/ kiedy mówisz/ J e s t e m. Nie dziwię się.
Półroczne niemowlę przemycone z warszawskiego getta na aryjską stronę. Wciąż o to panią pytamy. Moja zasługa jest żadna. Żyję, bo żyję. Czasem chciałabym rozmawiać o czymś innym, ale nie uchylam się od opowiadania, zwłaszcza młodym. Raźniej się żyje, wiedząc, że nie wszyscy ludzie byli wtedy wstrętni. Byli też bohaterowie, którzy ryzykowali życie, by ratować innych. Cenna nauka, szczególnie dzisiaj, kiedy jesteśmy tak zorientowani na siebie.
Zostałam jako niemowlę naznaczona przez nazistów jako Żydówka. To była mowa rasistów, to oni wprowadzili sobie jakieś kryteria żydowskości, bo przecież nie wszyscy w getcie czuli się Żydami.
Getto A pani mama, żydowska mama? Niewiele wiem. Miała maksimum 24 lata, byłam jej jedynym dzieckiem. Z opisu jej koleżanek wiem, że była wysoka, szczupła, blondynka, nogi, za którymi wszyscy się oglądali, zielone oczy, łagodne usposobienie.
Rodzina była zasymilowana? Nie. Ale nie byli ortodoksyjni.
Mówili po polsku z akcentem? Mama na pewno bez. W żydowskim
gimnazjum wychowywano je na polskie patriotki, znały na pamięć całe wersety Mickiewicza.
Przy tak aryjskim wyglądzie mogła uciec razem z panią. Nie chciała się rozstać z rodzicami. A uciec mogła, tak. Spotkałam w latach 70. pewnego pana, którego stryj kochał się w matce. Chciał ją zabrać z getta, ukryć, otoczyć wszelką opieką. Do śmierci nosił na piersi medalion z jej fotografią. Dopiero na starość ożenił się z kobietą, która się nim opiekowała, i ona wszystko, co po nim zostało, sprzedała. Zdjęcie mamy przepadło.
To było już po śmierci taty. Tata, starszy od mamy o 20 lat, miał wygląd beznadziejnie semicki. Był bankierem, współwłaścicielem banku w Warszawie, miał też garbarnię w podwarszawskim Wołominie. Ktoś opowiedział mojej polskiej mamie o jego śmierci na Umschlagplatzu. Odmówił wejścia do pociągu, krzyczał, że ma małą córeczkę i nigdzie nie pojedzie. Zastrzelili go.
Dziadkowie byli wierzący? Z pewnością. Ale to właśnie dziadek załatwił w getcie białą sukieneczkę i co tam jeszcze było potrzebne do mego chrztu i wręczył to wszystko mojej niani...
Gdzie? ...wychodząc na roboty na aryjską stronę. Niania pamięta, jak powiedział: 'Elżunia już nie nasza', i płakał, ale miłość do mnie była większa. A ja się go podobno przestraszyłam i nie dałam przytulić. Byli w getcie ortodoksi, którzy woleli, by dziecko zginęło w żydowskiej wierze, niżby mogło się uratować kosztem wiary. Obrzezanie chłopców rodzących się getcie to był wyrok śmierci. Skoro Pan Bóg tak chce, to niech dziecko zginie, ale zginie jako Żyd.