Urodziłem jeszcze za panowania Józefa Stalina. Moje zdjęcie - leżącego na boku, golutkiego! - znalazło się nawet w PRL-owskiej gazecie, gdyż zostałem uznany za pierwsze dziecko 1953 roku. Była to moja pierwsza publikacja i pierwsze kłamstewko, bo tak naprawdę urodziłem się pierwszego stycznia po południu.
Wychowałem się w milicyjnym osiedlu na warszawskiej Woli, a potem na Nalewkach - bawiliśmy się (nieświadomi) w ruinach getta, a także w KKS "Polonia", gdzie z sukcesami skakałem w dal i w trójskoku dopóki nie złamałem nogi. Byłem długo maminsynkiem, zawsze wolałem się bawić z dziewczynkami i miałem zawsze jakąś "sympatię", czemu zawdzięczam przezwisko "babski król". W liceum im. Żmichowskiej z wykładowym francuskim, prowadziłem szkolny teatr, jak najpoważniej cenzurowany przez kuratorium.
Studiowałem polonistykę i psychologię (doktorat), napisałem książkę z pogranicza historii, socjologii i psychologii o rewolucjach, w tym Solidarności lat 1980-1981 ("Pomiędzy myślą a rzeczywistością"). Moja żona się z niej uczyła na studiach i zaciekawiła się autorem.
W stanie wojennym i potem pracowałem w PAN a jednocześnie działałem w solidarnościowym podziemiu. Przy Okrągłym Stole byłem sekretarzem Bronisława Geremka przy stoliku politycznym, a tuż potem znalazłem się wśród ojców i matek założycieli "Gazety Wyborczej".
Należę do pokolenia, które z powodu biedy i życia w czasach realnego socjalizmu miało przywilej wykonywania wiele zawodów w Polsce i zagranicą, m.in. (w kolejności alfabetycznej) • aktor w teatrach alternatywnych • archiwista Regionu Mazowsze podziemnej „Solidarności” • betoniarz • czyścistół, dresser i smażacz w sztokholmskim McDonaldzie • doktorant i wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim i Technische Universitat w Berlinie • dostawca leków w Wuppertalu, • fensterputzer, specjalizacja: okna na wysokościach w Sztokholmie, • indywidualny importer sprzętu komputerowego • kierowca dźwigu, kolporter i redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” • kierownik działu politycznego, publicystyki, i reportażu oraz szef promocji i wicenaczelny „Gazety” • malarz pokojowy w wielu krajach Europy • przedszkolanek • robotnik budowlany • spawacz w podlondyńskiej fabryczce • terapeuta zajęciowy i psycholog kliniczny w warszawskim szpitalu psychiatrycznym • zbieracz jagód w Szwecji.
W "Gazecie Wyborczej" opublikowałem ponad 2500 tekstów. Szczególnie chętnie piszę o sprawach społecznych i obyczajowych, analizuję i wymyślam sondaże. Toczę wojnę z tradycjonalnym i konserwatywnym podejściem do kobiet, seksu, wychowania dzieci, edukacji m.in. z ultrakatolickim podejściem do aborcji, in vitro, czy mniejszości seksualnych itp. Piszę też na ogół sarkastycznie o polityce i mediach (w 2008 r. naruszyłem tabu Nagrody Dziennikarza Roku). Robię sporo wywiadów.
Od nastu lat wymyślam i prowadzę akcje społeczne "Gazety". Wyrastają one zazwyczaj z osobistego doświadczenia: "Rodzić po ludzku" (gdy rodzili się synowie), "Szkoła z klasą" (gdy się uczyli), "Polska biega" (od pięciu lat jestem zapalonym biegaczem, we wrześniu 2009 pobiłem swój rekord w maratonie 3 godz. 13 minut).
Akcje dotykają problemów korupcji ("Przejrzysta Polska"), absurdalnego ustawodawstwa w dziedzinie uzależnień ("My, narkopolacy"), czy praw mniejszości (kampanie coming outowe dla gejów i lesbijek, za które dostałem międzynarodowe i krajowe nagrody za szerzenie tolerancji).
W "Gazecie" tworzyłem też pierwsze w prasie tzw. hity, czyli informatory i poradniki, które odpowiednio wypromowane potrafią znacząco zwiększyć sprzedaż. Pierwsza, we wczesnych latach 90. była broszurka "Choroby poborowych", czyli lista chorób zwalniających z obowiązkowej wtedy służby wojskowej. "Gazetę" wymiotło z kiosków, a na bazarach osiągała kosmiczne ceny.
Najwięcej czasu zajmuje mi oczywiście praca przy kolejnych numerach "Gazety". Uczestniczę w wymyślaniu cykli redakcyjnych (ostatnio "Męska muzyka") i stałych dodatków "Gazety" (ostatnio poniedziałkowy "Ludzie i pieniądze").
Mam trzech synów: 29, 20 i 17 lat. Moja żona Alicja jest wicedyrektorem fundacji Centrum Edukacji Obywatelskiej.