W odpowiedzi na doniesienia o rosnącym transferze uczniów ze szkół publicznych do niepublicznych po reformie edukacji rozpoczynamy na łamach think tanku dyskusję o edukacji publicznej i niepublicznej w Polsce. Zapraszamy do lektury analizy naszego eksperta Miłosza Wiatrowskiego oraz polemicznej opinii Anny Blumsztajn* (poniżej).

Coraz częściej słychać ostrzeżenia, że szkolnictwo niepubliczne zagraża integralności systemu edukacji i społecznej spójności. Przyjrzyjmy się temu bliżej: dane z 2017 r. wskazują gdzieniegdzie (głównie w Warszawie) na skokowy wzrost liczby dzieci, które rodzice w ostatnim roku wskutek chaosu wywołanego przez reformę MEN zdecydowali się posłać do prywatnych lub społecznych podstawówek. Jednak z perspektywy ogólnopolskiej to wciąż zjawisko marginalne.

Według GUS odsetek dzieci w szkołach niepublicznych wynosił w roku szkolnym 2016/2017 4,5 proc. dla szkół podstawowych i 8 proc. dla liceów, a wzrost wydaje się względnie stały, od 0,3 proc. do 0,6 całego rocznika procentowo rocznie. W dodatku niektóre szkoły podstawowe, rzadziej gimnazja, są „odpubliczniane” przez same gminy z powodów oszczędnościowych lub pedagogiczno-programowych.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej