Fragment książki „Euro. W jaki sposób wspólna waluta zagraża przyszłości Europy" w przekładzie Gabriela Klimonta publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Euro można i należy uratować – ale nie za wszelką cenę. Nie, jeśli kosztem mają być recesje i załamania gospodarcze, wysokie bezrobocie, złamane życia i zniszczone aspiracje. To wcale nie musi tak wyglądać. Można zbudować taką strefę euro, która będzie funkcjonowała prawidłowo, promując rozwój i spełniając nadzieje pokładane w integracji.

Obecnie znajdujemy się w pół drogi i jest to sytuacja wysoce niestabilna: musimy zdecydować się na „więcej” albo „mniej” Europy; należy zrobić jeszcze jeden krok w stronę integracji politycznej i gospodarczej albo zdecydować się na rozwiązanie strefy euro w jej obecnym kształcie.

Ci, którzy początkowo popierali wspólną walutę, zdali sobie sprawę, że od początku była ona niekompletna i że wciąż pozostaje jeszcze wiele do zrobienia. Dotychczasowe działania okazały się zdecydowanie niewystarczające. Tymczasem to, czego nam potrzeba, wcale nie znajduje się poza naszym zasięgiem – większość zadań została już wyznaczona i duża część osób ma tego świadomość. Ich realizacja zakłada jednak większą solidarność i jedność europejską niż ta, którą obserwujemy obecnie – i zdecydowanie „więcej Europy” niż chcą tego ci, którzy przestrzegają nas, że strefa euro nie jest unią transferów.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej