Na PiS większego wrażenia nie zrobi uruchomienie art. 7 traktatu o Unii Europejskiej. Po pierwsze dlatego, że ugięcia się przed Europą nie wybaczyłby twardy elektorat. Po drugie politycy PiS w zaostrzeniu sporu z Brukselą widzą swoją szansę na zwiększenie niechęci Polaków do UE oraz uwiarygodnienie propagandy prorządowych mediów, które od miesięcy muszą szyć z niczego, kłamać i bredzić, by sprostać rządowemu zamówieniu na narrację, w której „niemiecka” Unia Europejska nie lubi „suwerennej Polski”.

PiS oczywiście chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, bo tego wymaga logika autorytarnej, scentralizowanej władzy, której nie da się pogodzić z demokracją i rządami prawa. Dlatego reakcją na wiadomość z Brukseli była konferencja prasowa, na której Andrzej Duda ogłosił, że podpisze ustawy likwidujące niezależność polskiego sądownictwa.

Jarosław Kaczyński ma teraz swój wymarzony moment wielkiej bitwy – on sam przeciwko całej Unii Europejskiej. Podjął wyzwanie i mówi Unii Europejskiej: „sprawdzam”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej