PiS nie jest wcale jednym z licznych przykładów kryzysu demokracji w Europie.

Symbolem i laboratorium tego kryzysu są najgłębiej nim dotknięte Węgry. Orbán przejął wszystkie instytucje, wykończył wolne media, zdławił protesty, ale ma dość rozumu i politycznej odpowiedzialności, żeby zawsze, gdy brzdąknie coś, od czego rośnie serce włodarzowi Kremla, zaraz zagrać coś miłego dla Europy.

W postępowaniu Węgra jest wyraźnie widoczna granica – owszem, w pogoni za władzą tańczy na ostrzu noża, ale tak, by nie spaść po żadnej ze stron.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej