Marian Kowalski to były kandydat Ruchu Narodowego na prezydenta, który lubi pozować na tle tapety z nadrukowanymi książkami. Udał się on do Kanady, gdzie zaprezentował na spotkaniu z lokalną Polonią niepodważalne argumenty na rzecz kreacjonizmu.

Pierwszym i najważniejszym było to, że człowiek nie ma dwóch wątrób – skoro historia destylacji wódki sięga IV wieku naszej ery, racjonalnie byłoby założyć, że 1500 lat to aż nadto, by wyhodować sobie dodatkowy narząd.

Kowalski postanowił również spośród wszystkich istnień wyróżnić dinozaury, które nazwał „najdoskonalszymi z istnień”. Przyrównując je do stonogi, która ze zderzenia ziemi z meteorytem wyszła zwycięsko, stwierdził, że to niemożliwe, by wielkie gady po prostu wyginęły.

Na koniec niedoszły prezydent poprosił, by nie dać się zwieść lewackiej ideologii – choć jeśli ktoś ma ochotę pochodzić od małpy czy świni, to niech sobie pochodzi. W końcu niektórym bliżej - uważa polityk Ruchu Narodowego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej