Steven M. Wise – amerykański profesor prawa, wykładał m.in. na Harvardzie, Stanford oraz Tufts. Po przeczytaniu „Wyzwolenia zwierząt” Petera Singera postanowił zostać prawnikiem reprezentującym interesy zwierząt przed sądami. W 1995 r. założył fundację Nonhuman Rights Project, której jest prezesem. Do pierwszego procesu przygotowywał się 22 lata.

Czy zwierzę zawsze było rzeczą w świetle prawa?

Tak. Od czasów rzymskich w świetle prawa świat podzielony jest na rzeczy, które nie mają praw, oraz osoby, które posiadają niezliczoną liczbę praw.

W niektórych artykułach wspominał pan o sprawach, w których zwierzę było skazywane, na przykład za morderstwo.

To średniowieczne procesy, które rozpatrywały sądy kościelne, nie świeckie. Nie są do końca tym, na co wyglądają. Masa spraw – we Francji, w Niemczech, Szwajcarii, Anglii – dotyczyła świń. W tamtym okresie ludzie i zwierzęta żyli bardzo blisko siebie i zdarzało się, że błąkające się po wsi świnie atakowały, a czasem nawet zjadały dzieci. Taką świnię stawiano wtedy przed sądem kościelnym. Oskarżano ją i skazywano za morderstwo.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej