Magazyn „Osiem Dziewięć”. Dołącz do nas na Facebooku, Twitterze, Instagramie.

Pięć minut wcześniej, gdy Sejm zajmował się uchwałą w sprawie zmian w komisjach sejmowych, sala była jeszcze pełna. Bodnar mówił do pustej sali przez niemal 40 minut, ale wszyscy posłowie uciekli z tej lekcji.

Można na zainteresowanie posłów raportem RPO spojrzeć inaczej: biorąc pod uwagę frekwencję w ostatnich wyborach parlamentarnych (niespełna 51 proc.), raportu o stanie przestrzegania praw człowieka w Polsce wysłuchali reprezentanci nieco ponad 1 proc. uprawnionych do głosowania. Wliczając tych, którzy uprawnień wyborczych nie mają (najczęściej z powodu wieku), odsetek mieszkańców Polski „obecnych” na sali spadł poniżej jednej setnej.

Daje to obraz zapaści polskiej demokracji przedstawicielskiej, bo sprawozdanie to była specjalnie przez rzecznika przygotowana ściągawka – wybrał się do Sejmu, żeby posłowie i posłanki nie musieli mierzyć się z lekturą blisko tysiącstronicowego raportu RPO za ubiegły rok.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej