Magazyn „Osiem Dziewięć”. Dołącz do nas na Facebooku, Twitterze, Instagramie.

Mógłby być sprzedawcą, naukowcem, księdzem, fryzjerem, rzemieślnikiem albo przedsiębiorcą. Mógłby prowadzić teleturniej albo w żółtym kasku kontrolować, czy beton na budowie ma odpowiednią gęstość. Mógłby robić cokolwiek. A jednak jest częścią ścisłego centrum politycznego Prawa i Sprawiedliwości.

Błaszczak dzieli z PiS wszystko i nic. Na polecenie Prezesa jest gotów krzywdzić ludzi i dewastować instytucje państwa, ale nie robi tego z potrzeby potwierdzenia siebie przez szerzenie zniszczenia, która napędza Jana Szyszkę czy Antoniego Macierewicza. Ze Zbigniewem Ziobrą dzieli absolutną pogardę dla prawa, ale w odróżnieniu od ministra sprawiedliwości nie ma w sobie motywacji płynącej ze zranionych ambicji bardzo kiepskiego specjalisty, który za wszelką cenę chce udowodnić kolegom, że to jego będzie koniec końców na wierzchu.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej