„Byli zdobywcami, do tego zaś potrzeba tylko bezmyślnej siły. I nie ma się czym szczycić, jeśli się ją posiada, ponieważ siła ta jest po prostu przypadkiem i wypływa ze słabości innych. Zagarniali, co mogli – ze zwykłej chciwości. Była to po prostu kradzież z włamaniem, masowe morderstwo na wielką skalę, a ludzie rzucali się w to na oślep, jak przystoi tym, którzy napastują mrok” – powiada swoim przyjaciołom Marlow, umościwszy się na pokładzie jachtu wycieczkowego „Nelly” stojącego w estuarium Tamizy w oczekiwaniu na odpływ.

Jego opowieść o podróży w górę rzeki Kongo jest opowieścią o napaści na bogaty ląd. Opętani chciwością ludzie wgryzają się w ciemność. Choć przyprawia ich o szaleństwo, to szaleństwo każe im gryźć ciemność jeszcze łapczywiej. Tak błędne koło się zamyka - okrucieństwo goni absurd, a bezsens ściga się z pogardą.

„Groza! Groza!” – jęczy Kurtz przed śmiercią. Dziwnie ten jego okrzyk odbija się echem w wyznaniach nawróconych na rozum polityków PiS, którzy pojęli, w czym brali udział.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej