Odpowiedzialni

Gazeta.pl > Odpowiedzialni >  Artykuły

A A A

O odpowiedzialności

Barbara Skarga*
2010-09-10, ostatnia aktualizacja 2010-09-10 14:55

Słuchając polityków i publicystów, czasem z konieczności, choć coraz mniej patrzę w telewizję, żałuję, że nie panuje dziś kodeks Boziewicza, że więc oszczercy nie boją się mogącego skończyć się śmiercią pojedynku

Styczeń 2007, Warszawa, Klub Goście ''Gazety''
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Styczeń 2007, Warszawa, Klub Goście ''Gazety''
ZOBACZ TAKŻE
Odpowiedzialność to jedno z tych pojęć, których się dziś często używa. Stało się ono bowiem w tej rzeczywistości pełnej kłótni i wzajemnych inwektyw wygodnym i dość skutecznym instrumentem politycznym. Wystarczy znaleźć jakiś ślad winy, niewłaściwego czynu lub błąd w postępowaniu, a już jego sprawcę odpowiedzialnością się obarcza, i to niekiedy wielką, niemal jak złoczyńcę.

Mam jednak wrażenie, że tym, którzy jej tak gorliwie się domagają, samym brak odpowiedzialności za sensowne tego pojęcia używanie.

Łatwo się odpowiedzialności domagać, trudniej ocenić słuszność domagania. A ono budzi ogromne wątpliwości. Żąda się odpowiedzialności nawet tam, gdzie jest ona znikoma lub w ogóle żadna, gdzie raczej sprawiedliwość powinna żądać wyrozumiałości, a w każdym razie wybaczenia. Może więc warto zadać niezmiernie stare pytanie, czym jest odpowiedzialność, sens bowiem tego pojęcia nie jest bynajmniej jednoznaczny. Pisano o niej wiele z najrozmaitszych punktów widzenia, religijnych, społecznych, moralnych. Mnie jednak nie chodzi o jakieś dokładniejsze określenie, raczej o przypomnienie najbardziej istotnych dla niej właściwości.

Na podstawowe zwraca uwagę definicja, podana przez "Słownik języka polskiego" pod redakcją S. Skorupki. Odpowiedzialność, jak czytamy, to: "konieczność, obowiązek moralny lub prawny odpowiadania za swoje czyny i ponoszenia za nie konsekwencji" i słownik wymienia odpowiedzialność indywidualną i zbiorową, prawną, cywilną, karną, moralną, można tu dodać jeszcze inne, przede wszystkim odpowiedzialność polityczną, ale także zawodową, czyli profesjonalną.

Jak widać, istnieje wiele rodzajów odpowiedzialności.

Odpowiedzialność i wiedza

Wydaje się jednak, że to, co konieczne, nie musi być obowiązkiem, a obowiązek koniecznością, prawo zaś i moralność nie są alternatywą. Reguły moralności nie muszą mieć sankcji prawnej, natomiast każde prawo ma swój podkład moralny pozytywny lub negatywny. Co więcej, każdy ludzki czyn ma swój wymiar etyczny, nigdy pod tym względem nie bywa obojętny. Definicja zatem nie została podana właściwie. Definicje zwykle upraszczają istotę rzeczy, a ta dotycząca odpowiedzialności bynajmniej nie jest łatwa do skonstruowania.

Jedno jest chyba oczywiste, że odpowiedzialność ściśle związana jest z działaniem, zarówno indywidualnym, jak i grupowym. Tak już jest, że działamy zawsze w otoczeniu i przyrodniczym i ludzkim, i każdy nawet drobny popełniony czyn coś w nim może zmienić na dobre lub złe. Człowiek na ogół czuje, gdy jest winien, że postąpił źle, i ma wyrzuty sumienia. Może je gdzieś głęboko ukrywać w swym sercu, ale one są. Lecz i różne zbiorowości ludzkie mają analogiczne reakcje, bywa bowiem, że popełniają jakieś podłe czyny, na skutek których poczuwają się do odpowiedzialności. Tak więc w takich wypadkach odpowiedzialność przybiera postać sumienia społecznego. Do dziś to nieczyste sumienie drąży Turków wobec Ormian, Niemców wobec Żydów czy Rosjan w sprawie Katynia.

To jednak nie znaczy, by było wolno domagać się odpowiedzialności zbiorowej, przed czym przestrzega nie tylko etyka, ale także prawo, w takich bowiem sytuacjach odgrywają zbyt wielką rolę najrozmaitsze okoliczności czynu, nieznane dobrze działającym, źle interpretowane, zwykle z sobą sprzeczne.

Pamiętać także trzeba, że odpowiedzialność, co widać z samego jej korzenia językowego, wymaga wiedzy, na co zresztą słownik Skorupki słusznie zwraca uwagę. Ten tylko jest odpowiedzialny, kto wie, co czyni, i wie dlaczego. Pamiętać też jeszcze trzeba, że ta wiedza jest niezmiernie ograniczona. Indywiduum, również społeczność orientować się może w ewentualnych doraźnych skutkach, ale na ogół nie ma i mieć nie może pełnej świadomości konsekwencji czynu. One bywają zbyt odległe, zbyt powikłane.

Czy na przykład rewolucjoniści francuscy, rozpoczynając swa walkę o wolność, mogli przewidzieć, że doprowadzi ona do krwawego terroru?

Czy za terror są odpowiedzialni?

Mały ruch może powodować wielką katastrofę. Jak pouczają nas fizycy, drgnienie skrzydełek motyla potrafi wywołać straszliwe tsunami. Toteż wiemy dobrze z licznych doświadczeń, że takie lub inne postępowania dokonywały się bez mocy wyobrażenia ich odległych skutków, zorientowane raczej na bliski cel. A ileż działań dokonuje się bez żadnej wiedzy o tym, co spowodować mogą, niedostatecznie przemyślanych, z niejasnym zamiarem. Podejmujemy je także czasem w imię pożytecznego, a nawet pięknego ideału, nie przypuszczając, że próby jego realizacji doprowadzą do tragicznych wydarzeń. Wszystkie powyższe fakty uniemożliwiają zatem zachowanie pełnej sprawiedliwości przy obarczaniu odpowiedzialnością tych lub innych ludzi zarówno za czyny znakomite, jak i zbrodnicze.

Nie chcę się wdawać w szczegóły skomplikowanych relacji, jakie powstają między świadomym zamiarem, a wiec celem, samym czynem i wreszcie jego konsekwencjami, o których tak szczegółowo pisał kiedyś Tadeusz Kotarbiński. To on też w swym artykule "Cel czynu a zadanie wykonawcy" zamieścił ten charakterystyczny i ciągle jeszcze aktualny przykład.

A więc "częstokroć - pisał - poddaje się ostrej krytyce taktykę wojującego rewolucyjnego socjalizmu, który za cel sobie postawiwszy osiągnięcie układu stosunków, gdzie panowałaby wolność i sprawiedliwość, sam w walce swojej stosuje przemoc i terror, i krytykuje się nie tylko za konsekwencje wychowawcze tego stanu rzeczy, nie tylko za to, że dla dalekiej niepewnej przyszłości poświęca jakoby teraźniejszość [ ], lecz atakuje się zasadniczo jego ideologię" (T. Kotarbiński, "Wybór pism". Warszawa 1957, s. 33).

I dalej dodawał: "Za co sprawca czynu jest odpowiedzialny moralnie? Za czyn swój czy za intencję? Pierwsza odpowiedź nikomu chyba nie wyda się wystarczająca i sądzę, że zupełnie słusznie. W czynie jest wiele pierwiastków od nas niezależnych" (tamże s. 39), natomiast kształt intencji odbiega zwykle daleko od kształtu jej realizacji. Sprawa wiec się gmatwa, tak jakby nikt i za nic nie był odpowiedzialny. Społeczeństwo jednak na każdym kroku odpowiedzialności się domaga, ale nie jest to zawsze żądanie racjonalne.

Odpowiedzialność i wolność

Jakie były racje czynu, a jakie ich następstwa, bada nie tylko etyka, dla celów praktycznych przede wszystkim nauki prawne. One też formułują rodzaje i stopnie odpowiedzialności. Mnie jednak nie o prawo chodzi, lecz o charakter moralny odpowiedzialności, czegokolwiek by bowiem działanie dotyczyło, w jakichkolwiek dziedzinach by funkcjonowało, zawsze ma aspekt moralny, który o jego istocie decyduje. To zaś, co moralne, jest zmienne w dziejach i zależne od kultury społeczeństwa.

Są to stwierdzenia banalne, dobrze na ogół znane, wiemy więc, że oceny bywają problematyczne i że wydawanie ich napotyka na poważne trudności. Trudności znikają tylko tam, gdzie panuje dogmatyczny katechizm, niekoniecznie religijny, może być równie dobrze polityczny, a ten ostatni bywa niekiedy bardziej zdecydowany i silniej represyjny. Nakazy bowiem jak i zakazy odnoszące się do takiego a nie innego postępowania są zawsze rodzajem przymusu.

Działanie pod przymusem zmienia całkowicie sytuację. By odpowiadać za czyny, człowiek musi być wolny, musi działać zgodnie z własnym rozeznaniem. By zaś ten przymus istniał, nie trzeba jakiejś despotycznej władzy. Sam społeczny świat, w którym żyjemy i który zakreśla nasze możliwości, wywiera niemały nacisk na decyzje. Historia, niestety, może dostarczać tu przykładów wiele. Przymus zaś może prowadzić do dwóch przeciwstawnych ekstremalnych zachowań, do poddania się sytuacji i wymaganych przez nią oportunistycznych działań, bądź do buntu, do radykalnego sprzeciwu. Co jest bardziej sensowne, zależy od wielu czynników. Ale my na ogół ulegamy bohaterskim mitom, a refleksja nieraz przychodzi zbyt późno. Dopiero po czasie zaczynamy rozumieć, że na przykład ten heroizm walki stawiany jako szczytny cel był głupotą, że racjonalnie działali raczej ci, którzy się oddawali pracy obywatelskiej. Świadczy o tym XIX wiek, działania romantyków i pozytywistów. Spory jednak wówczas toczone trwają do dziś, choć społeczny przymus jest słaby i władze nie wywierają na społeczność nacisków, raczej mody i gorąca publicystyka. Żyjemy na szczęście w pokoju, względnej stabilizacji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Partie kobiet nie biorą

Na listach PO i PiS do samorządów jest niewiele więcej kobiet niż cztery lata temu. Trochę lepiej jest w SLD