Wojciech Staszewski: Jak zacząć chodzić? Anna Majarkiewicz-Kępa: Przyjść do instruktora.
A nie można po prostu kupić kijków i iść? Miałam osoby, które chodziły, gdzieś coś podpatrzyły, przeczytały. Ale dopiero jak się pokaże, jak naprawdę mają pracować ręce, że nogę się stawia od pięty, wszystkie detale - to zaczyna grać. Pływać, jeździć na nartach albo
samochodem też się można samemu nauczyć. Ale z instruktorem nauczymy się robić to dobrze technicznie.
Jeśli ktoś chce mieć nie tylko frajdę ze wspólnego maszerowania, ale wyciągnąć maksymalne korzyści, np. spalać kalorie - niech się nauczy prawidłowej techniki. Przy zwykłym marszu idziemy w tempie 4-5 km na godzinę i spalamy ok. 180 kilokalorii na godzinę. Z kijkami przy prawidłowym, klasycznym, energicznym kroku możemy przemaszerować 6-8 km przez godzinę i tracimy 400-450 kilokalorii.
Jakie błędy najczęściej pani obserwuje? Wiele osób kij traktuje jak laskę. Ręce zgięte, a kijek wbity przed nami pod kątem 90 stopni. To błąd. Ręka ma być wyprostowana w łokciu, odpychamy się z tyłu kijkiem.
Nie rozumiem. Najpierw maszerujemy na sucho: łapiemy kijki w połowie, niesiemy je i uczymy się tylko synchronizacji pracy rąk i nóg. Potem idziemy, ciągnąc kijki za sobą. Pokazujemy: słuchajcie, w takiej pozycji one będą cały czas. Jak zaczynamy iść dynamicznej, to kijki zaczynają "haczyć", wbijać się w podłoże. I zaczynamy się nimi odpychać.
Kij ma być skierowany pod kątem ok. 45 stopni do ziemi. Ramię do przodu, dłoń do wysokości pępka. I za chwilę kijek zostaje za nami, wypychamy się z niego. Jest przedłużeniem naszego ramienia.
Jakby ktoś miał dwumetrową rękę. Dokładnie tak.
Pani się jeszcze skręca przy wybiciu. To kolejny etap. Ruch z lekką rotacją na bok. Ręka zostaje daleko za nami. Zaczynają pracować mięśnie skośne brzucha i grzbietu.
Inne błędy? Krok musi być naprzemienny: lewa ręka i prawa noga. A czasem ludzie tak się koncentrują na odpychaniu, że zaczynają iść: lewa ręka i lewa noga. Czym bardziej ruch nienaturalny, tym mniejsze korzyści.
Stawianie nóg. Czasem ludzie idą jak bociany, stawiają nogę z góry. Stawiajmy ją z pięty, a potem przenośmy środek ciężkości do przodu stopy i wybijajmy się na koniec z palców, to przyspiesza krok.
I jeszcze "buciki" - gumowe końcówki, które zakłada się na kijki. One są tylko po to, żeby nie stukać kijkami po betonie, a ludzie chodzą z nimi po leśnych drogach albo piaszczystej plaży. Na ścieżce kijek ma się dobrze wbić w ziemię, to nam pozwala dobrze się wybić. Śliskie "buciki" w tym przeszkadzają.
Od kiedy pani chodzi? Od dziecka.