Jak podaje Pramann, 75-latek ma o jedną czwartą mniejszą niż 30-latek tzw. objętość wyrzutową serca i puls maksymalny - z tego wynika mniejsza sprawność fizyczna. Pojemność płuc zmniejsza się o jedną trzecią, a masa mięśniowa o 30 proc.
Zegara fizjologicznego nie sposób odwrócić. Ale można mocno złapać za wskazówki, żeby go spowolnić. Pramann zaleca właśnie nordic walking. Bo "lepiej chodzić z kijami niż o kiju".
Pierwszy miesiąc to faza początkowa - trzy półgodzinne treningi w tygodniu. Drugi - faza odbudowy - trzy razy 45 minut. Dopiero od trzeciego miesiąca Pramann zaleca trzy godzinne treningi i nazywa to fazą stabilizacji. Nordic walking to środek przeciw nadciśnieniu (stałe treningi obniżają ciśnienie w spoczynku), wskazany - o ile lekarz nie zdecyduje inaczej - przy rehabilitacji po zawale. Pozwala kontrolować wagę, jeśli połączymy go z odpowiednią dietą. Pomaga zwalczać stres i depresję (ruch i przebywanie na świeżym powietrzu). Służy zagrożonym osteoporozą, bo wzmacnia tkankę mięśniową, co odciąża układ kostny.
Autorzy książki "Nordic walking dla ciebie" Małgorzata i Tadeusz Figurscy podkreślają, że ta dyscyplina to idealna brama do aktywności dla osób z nadwagą. Kije odciążają kolana, które nie wytrzymałyby np. biegania. A trwający dużo ponad pół godziny wysiłek (z tętnem rzędu 130-140 uderzeń na minutę, a dla starszych osób 120-130) to najlepszy sposób na spalanie tkanki tłuszczowej.
Figurscy żartobliwie nazywają zajęcia "nordic plotking": "Nordic walking jest treningiem, podczas którego możemy rozmawiać. Nawet jest to wskazane. Swobodna rozmowa oznacza, że idziemy w optymalnym dla siebie tempie. Kiedy mamy trudności z mówieniem i tracimy oddech, to znak, że tempo jest dla nas za szybkie".
Opisują też grupy, które lubią sobie wspólnie pośpiewać. Tego nie da się zrobić ani na rowerze, ani w biegu, nie mówiąc już o siłowni albo basenie.