Nadaj nekrolog

Legenda polskiego lotnictwa

Marcin Bielesz
04.01.2010 , aktualizacja: 05.01.2010 15:12
A A A Drukuj
Tadeusz Góra w 2001 r. w Bezmiechowej, skąd w 1938 r. wyruszył w lot szybowcem do Solecznik Małych pod Wilnem

Tadeusz Góra w 2001 r. w Bezmiechowej, skąd w 1938 r. wyruszył w lot szybowcem do Solecznik Małych pod Wilnem (Fot. Iwona Burdzanowska / AG)

20-letni pewny siebie pilot szybowca w piękny dzień majowy wsiada do szybowca na stoku bieszczadzkiego szczytu i krzyczy do instruktora: "Cel: Wilno!". Instruktor puka się w głowę, bo nikt nigdy nie przeleciał szybowcem ponad pół tysiąca kilometrów
Gdzieś mniej więcej w 1932 roku 14-letni Tadeusz Góra mieszkał z rodzicami w Nowym Targu. Tam pierwszy raz wsiadł na pokład samolotu i wzbił się w powietrze, jako pasażer awionetki podczas zlotu tych niewielkich maszyn pod Tatrami. - Latanie jest dla mnie sensem życia - powie po wielu latach blisko 90-letni Tadeusz Góra.

Szybowiec ważniejszy niż matura

Rok po pierwszym locie syna ojciec Tadeusza, wojskowy i funkcjonariusz straży granicznej, przechodzi na emeryturę. Cała rodzina przenosi się do Wilna. Tam Tadeusz wstępuje do Aeroklubu Wileńskiego. Najpierw teoria, później praktyka. 24 czerwca 1934 r. Góra zaczyna ten drugi kurs i coraz częściej pojawia się na szybowisku Grzegorzewo koło Wilna. Niebawem okazuje się, że szybowiec czuje jak mało kto, ale... musi powtarzać VI klasę gimnazjum.

W 1935 r. Góra zjawia się w Bezmiechowej. To miejscowość w Bieszczadach, ze stokiem góry idealnym, by szybowiec wzbijał się w powietrze.

Kromka chleba, łyk herbaty

Maj 1938 r. spędza w Bezmiechowej latając codziennie. 18 maja rano budzi go jego instruktor, Adam Dziurzyński, bo warunki do lotu są tak wspaniałe, że Tadeusz musi natychmiast wsiąść do szybowca.

- Kromka chleba, popiłem herbatą i do szybowca - wspominał po latach Góra.

Dziurzyński pyta pilota, gdzie zamierza wylądować. - Wilno! - krzyczy Góra.

"A on: - Mów poważnie! - Wilno - mówię spokojnie" - opisywał Góra 66 lat po tym dniu.

Wzbija się w powietrze i okazuje się, że Dziurzyński rzeczywiście ma rację - warunki idealne. Szybowiec Góry leci wysoko i wszystko jest wspaniale. Ale w okolicach Przemyśla pomyślny wiatr znika i szybowiec spada coraz niżej i niżej. Jak sam Góra wspominał, prawie odbijał się po dachach. Ale leci dalej.

Nad Włodawą na Lubelszczyźnie po niebie na północy płynie pasmo chmur, cumulus za cumulusem. Znak, że to prąd wiatru idealny dla szybowca. Góra podnosi szybowiec i już leci razem z wiatrem i coraz szybciej, 120, 130, 140 kilometrów na godzinę.

W końcu patrzy w dół. - Widzę, że jestem nad Lidą. Wiem, że do lotniska w Lidzie jest z Bezmiechowej 510 km. Więc mam rekord, na pewno - opowiadał.

Mimo to chce lecieć dalej. Aż do Małych Solecznik koło Wilna. To 577,8 km od Bezmiechowej.

Absolutny i fenomenalny rekord świata. Na początku 1939 roku Międzynarodowa Federacja Lotnicza uznaje, że polski pilot swoim wyczynem zasłużył, by przejść do historii jako pierwsza osoba nagrodzona medalem Lilienthala za szczególne osiągnięcia w szybownictwie.

Góra zaczyna się przygotowywać do igrzysk olimpijskich, które w 1940 r. mają odbyć się w Helsinkach. Po raz pierwszy mają być tam rozegrane zawody w szybownictwie. Jednak igrzyska w stolicy Finlandii odbędą się dopiero w 1952 r., bez Góry w roli zawodnika, bo najpierw świat ogarnia wojna.

Przy Latających Fortecach

We wrześniu 1939 r. ewakuuje się z szybowiska Polichno na lotnisko w Łucku, gdzie już są Sowieci, którzy aresztują młodego pilota. Ma ogromne szczęście i ucieka do Włodzimierza Wołyńskiego, a dalej do Równego, gdzie tłumaczy sowieckiemu komendantowi, że w Wilnie czekają na niego rodzice i dostaje przepustkę do Wilna, które Sowieci oddają Litwie.

W jeszcze działającym polskim konsulacie w Kownie Góra dostaje paszport i przez Łotwę i Szwecję dociera do Francji. Tu już działa polski rząd gen. Władysława Sikorskiego, który z uciekinierów zjeżdżających się nad Sekwanę z całej Europy tworzy nową armię. Góra chce robić to, co robi najlepiej. Czyli chce latać. Ale Francuzi ani Polakom specjalnie nie ufają, ani nie wierzą w ich zdolności militarne, ani sami nie mają zbytniej ochoty walczyć z Niemcami.

W maju i czerwcu III Rzesza odnosi swój największy triumf i w proch rozbija francuską armię. Upokorzeni Francuzi kapitulują i radzą to samo Sikorskiemu, ale generał woli wycofać się jeszcze dalej, do Wielkiej Brytanii. Wraz z masą polskich uchodźców trafia tam też Góra.

Tu z początku też nie ufają w umiejętności Polaków, ale błyskawicznie okazuje się, że polscy piloci umiejętnościami biją wyspiarzy na głowę, a ponieważ niemiecka Luftwaffe chce sterroryzować Brytyjczyków, to potrzebny jest każdy człowiek, który umie latać. Góra trafia więc do polskiego dywizjonu 316 i zostaje pilotem myśliwca. W Polskich Siłach Powietrznych służy do ich rozwiązania w 1946 r. Zaczyna jako starszy szeregowy, kończy jako porucznik polskiego lotnictwa i kapitan Royal Air Force.