Pseudonim "Wilk" mu pasował

Emilia Iwanciw
2009-12-28, ostatnia aktualizacja 2009-12-28 12:21

Tuż przed wigilią zmarł prof. Jan Domaniewski - współtwórca i pierwszy rektor Akademii Medycznej w Bydgoszczy - Był twardym facetem z klasą - wspominają go przyjaciele

Jedno z ostatnich zdjęć prof. Jana Domaniewskiego. Uroczystość pięciolecia powstania Collegium Medicum UMK, która odbyła się pod koniec listopada tego roku
Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta
Jedno z ostatnich zdjęć prof. Jana Domaniewskiego. Uroczystość pięciolecia...
Profesor zmarł po ciężkiej chorobie w nocy ze środy na czwartek w wieku 81 lat. Mimo, że czuł się nie najlepiej, do końca uczestniczył w życiu publicznym. Przyjął zaproszenie na uroczystości pięciolecia Collegium Medicum UMK. Wcześniej wziął udział w spotkaniu Związku Powstańców Warszawskich w Bydgoszczy weteranów Powstania Warszawskiego, którego był prezesem. W ostatnim wywiadzie, jakiego udzielił "Gazecie" prof. Domaniewski wspominał: - Nie mogłem się wręcz doczekać powstania. Już mając trzynaście lat wstąpiłem do tajnego harcerstwa, Szarych Szeregów. Jeszcze przed powstaniem działaliśmy w małym sabotażu. Malowaliśmy na murach kotwice, żeby podnieść ducha w Polakach. W powstaniu walczył pod pseudonimem "Wilk". Został dwa razy odznaczony Krzyżem Walecznych. Otrzymał także m.in. Krzyż Partyzancki, Medal za Warszawę, a także Krzyż Komandorski z gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski i kilka innych państwowych odznaczeń. Patriotyczne tradycje wyniósł z domu. Jego ojciec był ochotnikiem podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Prof. Domaniewski pochodził z Warszawy. Jego dziadek Czesław był naczelnym architektem Warszawy, a brat Bolesław cenionym muzykiem. Jego rodzina przyjaźniła się z Witkacym. Zachowało się nawet pięć portretów rodziny Domaniewskich wykonanych przez tego artystę. Stryj Wiesław przed wojną był wiceprezesem Banku Gospodarstwa Krajowego. 17 września przed atakiem Rosjan wywiózł z Pelplina Biblię Gutenberga i Psałterz Floriański, dzięki czemu dotrwały do dzisiaj.

Prof. Jan Domaniewski do Bydgoszczy przeprowadził się w 1959 r. Rozpoczął pracę w Szpitalu im. dr. A. Jurasza w zakładzie patomorfologii. Stworzył bydgoską szkołę patomorfologii klinicznej. Od 1975 r., przez sześć lat, kierował bydgoską filią Akademii Medycznej w Gdańsku. Gdy stworzono nad Brdą autonomiczną uczelnię medyczną, został jej pierwszym rektorem (1984-1990). W 1996 r. ponownie zajął rektorski fotel na kolejne sześć lat.

Chirurg prof. Zygmunt Mackiewicz tak wspomina jego zasługi: - Spośród wszystkich to właśnie on najbardziej zasłużył się dla naszej uczelni. Prywatnie sprzeczaliśmy się nieraz, ale zawsze byliśmy zgodni w sprawach dotyczących Akademii. Podziwiam go za niezwykłą zdolność przełamywania barier, które innym wydawały się nie do pokonania. Wielu z nas miało wątpliwości, czy uda się w Bydgoszczy utworzyć kliniki chirurgii plastycznej i transplantacyjnej, bo jak zrobić coś z niczego. Ale on wiedział swoje i zawsze mu się udawało. Tak samo było, kiedy tworzyliśmy uczelnię od podstaw. Nie było zakładu anatomii, bo brakowało budynków. A dzięki profesorowi w ciągu roku uczelnia dostała słynną harmonijkę w pobliżu ronda Jagiellonów.

Prof. Małgorzata Tafil-Klawe, rektor CM UMK, mówi o profesorze: - To był człowiek twardy, konkretny i dobry. Jeśli chodzi o wytrwałość w dążeniu do celu, dla mnie jest absolutnym wzorem do naśladowania. W trudnych momentach bardzo często dodawał mi otuchy i odwagi słowami, których nie mogę zdradzić, a które będę wspominać do końca życia w każdej złej chwili. Dla uczelni zrobił bardzo wiele. Był i będzie ogromnym autorytetem dla wielu ludzi, bo swoje prywatne cele stawiał zawsze na ostatnim miejscu. Najważniejsze było dla niego dobro uczelni. Takich ludzi we współczesnym świecie rzadko się spotyka.

Krzysztof Nierzwicki, historyk książki i dyrektor Biblioteki Medycznej, krótko przed śmiercią profesora napisał o nim książkę "Oddany sprawie". - Ta publikacja w formie wywiadu rzeki nie miała być epitafium. Wiele lat wcześniej namawialiśmy profesora na księgę jubileuszową, ale się nie zgadzał, bo taką formułę uważał za nudną. W końcu przystał na wywiad z okazji 50-lecia pracy. Rozmawialiśmy wiele godzin. To był facet z klasą, prawdziwy duży format. Inteligentny, błyskotliwy, staranny w kontaktach z ludźmi. Mimo trudnej biografii serdeczny, ciepły i rodzinny. Takich ludzi dziś już prawie nie ma - mówi.

Kolega z czasów powstańczych o pseudonimie "Goliat" tak charakteryzuje profesora w książce Juliana Eugeniusza Kulskiego "Dziedzictwo Orła Białego": "Pseudonim Wilk pasował do tego zdeterminowanego żołnierza konspiracji, prawdziwego komandosa" .

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
  • Pseudonim "Wilk" mu pasował takumen 28.12.09, 16:36

    Akademię tworzyli ludzie dużego formatu. A teraz o jej losach decydowaliosobnicy nie godni nawet tamtym butów czyścić. Już po kilku latach okazało sięjak głęboko nie trafiona i zgubna dla »