Ostatni dyktator PRL, pierwszy prezydent III RP. Wojciech Jaruzelski nie żyje

Paweł Wroński
26.05.2014 03:00
A A A
Z Lechem Wałęsą i prof. Bronisławem Geremkiem podczas pierwszego posiedzenia Senatu, 04.07.1989

Z Lechem Wałęsą i prof. Bronisławem Geremkiem podczas pierwszego posiedzenia Senatu, 04.07.1989 (Fot. Sławomir Sierzputowski / Agencja Gazeta)

Zmarł w wieku 90 lat po długiej chorobie. Mimo sporów pozostanie jedną z najważniejszych postaci współczesnej historii Polski i Europy.
Był człowiekiem, który jako minister obrony, premier, I sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej służył wiernie komunistycznemu systemowi. W obronie tego ustroju jako przewodniczący Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego w 1981 r. posłał na ulice polskich miast czołgi, wprowadzając przeciwko "Solidarności" stan wojenny. Uważał, że w politycznej konfiguracji po 1945 r. Polska jako byt niepodległy może istnieć tylko w sojuszu ze Związkiem Sowieckim.

Jednak w 1989 r. doprowadził do historycznych obrad Okrągłego Stołu, a następnie oddał władzę. Władzę, której komuniści - jak twierdził jeden z jego poprzedników - "raz zdobytej nie oddawali nigdy". Okazał się jedynym komunistycznym przywódcą, który postanowił porozumieć się z opozycją, mimo że wcześniej wsadzał opozycjonistów do więzienia.

Zapewne życie Wojciecha Jaruzelskiego potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby jesienią 1942 r. znalazł się w armii gen. Władysława Andersa. Jednak jemu - potomkowi dobrej szlacheckiej rodziny, wychowankowi warszawskiego gimnazjum księży marianów, gdzie zaszczyt prymusa z języka polskiego dzielił z poetą Tadeuszem Gajcym - inny los był pisany. Do armii Andersa było daleko z Kraju Ałtajskiego, gdzie na zesłaniu od dwóch lat rąbał tajgę i gdzie zmarł jego ojciec.

Niespełna pół roku po wyjściu armii Andersa do Iranu otrzymał powołanie do armii gen. Zygmunta Berlinga. Odbył kurs oficerski w Riazaniu, potem walczył w 5. Pułku Piechoty nad Wisłą, na Pomorzu i nad Odrą. W czasie morderczej bitwy o przełamanie Wału Pomorskiego służył w zwiadzie konnym pułku. Widział potęgę Armii Czerwonej, która skruszyła hitlerowskie Niemcy. Oglądał zdobyty Berlin w ruinie. W ciągu czterech lat on - żarliwy katolik, który pisał do matki, że "pozostanie wierny swoim przekonaniom" - stał się komunistą.

W wywiadzie "Mówi generał" opublikowanym w "Dużym Formacie", którego udzielił Teresie Torańskiej w 2004 r., tłumaczył, dlaczego w 1947 r. jako major i wykładowca taktyki wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej: "Uznałem, że socjalizm jest dobrą rzeczą". Doszedł też do wniosku, że w ówczesnej rzeczywistości politycznej jedyną szansą na zachowanie bytu państwowego Polski jest ścisły sojusz z ZSRR.

Pozostał wierny tej linii politycznej niemal do końca PRL, pełniąc wysokie stanowiska wojskowe i polityczne. Pytany kilka lat temu przez Monikę Olejnik, czy nie uważał się za "sługusa Moskwy", odparł, że był sługusem Polski, bo uważał, że taka droga jest dla niej najlepsza.

W wojsku był ceniony za zdolności i pracowitość. Erudycją i oczytaniem wyrastał ponad ówczesne standardy Ludowego Wojska Polskiego. Generalski wężyk otrzymał już w wieku 33 lat. Karierę wojskową zakończył w stopniu czterogwiazdkowego generała armii (nie zgodził się przyjąć buławy marszałkowskiej, którą partyjny beton chciał mu wręczyć po stanie wojennym). W latach 60. szybko wspinał się po szczeblach kariery, wspierany przez ówczesnego ministra obrony Mariana Spychalskiego, ale i osławionego ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara. Osiągnął stanowiska: szefa sztabu, szefa Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego, a w 1968 r. - ministra obrony narodowej. Rok wcześniej przewodniczył komisji powołanej "do oceny kadr LWP", która w ramach czystki antysemickiej usuwała z wojska oficerów pochodzenia żydowskiego. Po latach mówił, że właśnie tego wstydzi się najbardziej. Wśród osób, które skrzywdził, był jego najbliższy przyjaciel.

W poczuciu działania dla dobra władzy ludowej godził się na wcielanie do wojska studentów relegowanych po protestach w marcu 1968 r. Oddziały LWP, których był zwierzchnikiem, wkroczyły do Czechosłowacji, by tłumić Praską Wiosnę, gdy przywódca czechosłowackich komunistów Aleksander Dubczek zamarzył o "socjalizmie z ludzką twarzą".

15 grudnia 1970 r., podczas narady najwyższych władz, gdy I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka krzyczał, żeby strzelać do robotników w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Elblągu, nie sprzeciwił się. Trwający latami proces w tej sprawie nie doprowadził do konkluzji. Generał ze względu na stan zdrowia został z niego wyłączony.

W 1980 r., w czasie karnawału "Solidarności", stał się mężem opatrznościowym zdezorientowanego i wystraszonego aparatu władzy. To on był dla członków Biura Politycznego tym mocnym człowiekiem, który zastąpił hamletyzującego Stanisława Kanię.

Podkreślał stale, że jest "przede wszystkim żołnierzem", ale szybko skupił w swoim ręku najważniejsze stanowiska państwowe. Jako szef MON objął też urząd premiera (11 lutego 1981 r.), a następnie - I sekretarza KC PZPR (18 października 1981 r.). Próbował początkowo rozwiązań polubownych - usiłował się porozumieć z prymasem Józefem Glempem i przewodniczącym "Solidarności" Lechem Wałęsą - ale równocześnie w sztabach pełną parą trwały przygotowania do rozwiązania siłowego.

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r., stając na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, wprowadził stan wojenny, internując kierownictwo związku i opozycję. Łącznie stan wojenny kosztował życie około stu osób, wśród nich byli zastrzeleni górnicy z Wujka i kopalni Lubin.

Generał Jaruzelski różnie motywował swoją decyzję. Na początku lat 90. wskazywał przede wszystkim na groźbę interwencji ZSRR oraz agresywne działania "Solidarności": na grudzień przygotowywano strajk generalny i "marsz gwiaździsty" na Warszawę. Potem podkreślał obawę o ograniczenie dostaw energii z ZSRR w środku mroźnej zimy i postępujący rozkład gospodarki kraju.

Generał jednak tę kampanię przegrał. Nie zdołał zupełnie zdusić "Solidarności", ale i nie doprowadził do znaczącej poprawy sytuacji gospodarczej. Prorynkowe reformy wprowadzane w ostatnim okresie jego rządów przez Mieczysława Rakowskiego nie miały społecznego poparcia. Od 1986 r. (wówczas ogłoszono amnestię dla działaczy podziemnej "S") Jaruzelski starał się szukać porozumienia z szeroko rozumianą opozycją. Motorem przemian był polityczny sygnał z Moskwy - zmiana na stanowisku I sekretarza KC KPZR, został nim Michaił Gorbaczow.

Zachowały się stenogramy z X Plenum KC PZPR z 16 stycznia 1989 r., na którym zapadła decyzja o przystąpieniu do obrad Okrągłego Stołu. Gdy część partyjnego aktywu krytykowała ugodowość PZPR wobec "antysocjalistycznych ekstremistów", zagroził dymisją całego kierownictwa partii. Głosowanie wygrał. - Mimo wszystko, towarzysze, zaśpiewajmy "Międzynarodówkę" - powiedział na koniec.

Po latach przyznawał, że był przekonany, iż po 4 czerwca 1989 roku PZPR zachowa władzę. Mylił się. Wybory wygrał Komitet Obywatelski "Solidarności". Po nieudanej misji stworzenia rządu przez szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka zgodził się w sierpniu 1989 r. powierzyć tekę premiera Tadeuszowi Mazowieckiemu - pierwszemu niekomunistycznemu premierowi po II wojnie światowej. Sam został przez Zgromadzenie Narodowe wybrany na prezydenta większością zaledwie jednego głosu; stanowisko to przyjął za namową prezydenta USA George'a Busha, który przyjechał do Warszawy.

Jako prezydent władzę nad państwem oddawał z rezygnacją człowieka przekonanego, że jego ideologia przegrała w skali nie tylko polskiej, ale też globalnej. Za swój największy sukces jako głowy państwa uznał przyznanie przez Gorbaczowa w czasie jego wizyty w kwietniu 1990 r., że mordu w Katyniu dokonało NKWD.

22 grudniu 1990 r. ustąpił z urzędu prezydenta. Za jego kadencji państwo zmieniło nazwę z Polska Rzeczpospolita Ludowa na Rzeczpospolita Polska, a godło - orzeł - zostało ozdobione koroną.

Jaruzelski budził skrajne emocje, i tak zapewne już pozostanie. Historycy, powołując się na akta IPN, ogłosili, że był tajnym współpracownikiem Informacji Wojskowej (pseudonim "Wolski"). Informacja Wojskowa - stalinowski kontrwywiad wojskowy - odpowiedzialna była za brutalne represje wobec kadry dowódczej WP. Jaruzelski zaprzeczał, twierdząc, że jako oficer zwiadu w czasach walk z UPA w okolicy Hrubieszowa przygotowywał raporty, ale współpracownikiem nie był.

Historycy toczą spory, czy wprowadzając stan wojenny w grudniu 1981 r., gen. Jaruzelski ocalił Polskę "od większego zła", czyli radzieckiej interwencji. W wielu badaniach opinii publicznej około połowy ankietowanych oceniało rolę Jaruzelskiego w historii Polski pozytywnie.

Miejsce w samolocie na obchody rocznicy zakończenia II wojny światowej w Moskwie zaoferował mu prezydent Lech Kaczyński (miał w nich uczestniczyć 9 maja 2010 r.). W grudniu 2010 r. na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego przed wizytą prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa zaprosił go prezydent Bronisław Komorowski.

W 1996 r. Sejm umorzył postępowanie wobec gen. Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu. Do tej pory zaś nie zakończył się żaden z dwóch wytoczonych mu procesów - w sprawie masakry w grudniu 1970 i w grudniu 1981.

W 2006 r. ówczesny wiceminister obrony w rządzie PiS-LPR-Samoobrony Aleksander Szczygło zapowiedział degradację generała do stopnia szeregowego. PiS przygotowywał nawet specjalną ustawę w tej sprawie. Sceptycznie zapatrywał się na to prezydent Kaczyński. Do uchwalenia ustawy nie doszło.

Zwolennicy generała twierdzą, że był zręcznym politykiem, który musiał działać w realiach porządku pojałtańskiego i dominacji ZSRR; że w 1981 r. ocalił Polskę przed katastrofą, a następnie uznał prawidła demokracji i oddał władzę. Przeciwnicy twierdzą, że był sowieckim agentem w polskim mundurze, którego jedyną motywacją było utrzymanie władzy.

Co roku 13 grudnia pod oknami domu generała demonstranci oddawali cześć ofiarom stanu wojennego i domagali się ukarania go. Jaruzelski często przyglądał się protestowi w ciemności. Kolejnej demonstracji zapewne nie będzie.

  • Podziel się