Od wielu lat publikował na łamach "Gazety". Często obok nazwiska stawialiśmy dopisek "Duniec - ze zwierzętami za pan brat", bo właśnie felietony o zwierzętach i przyrodzie pisał u nas najczęściej. I zawsze były to teksty pełne humoru (gdy jelenie weszły do centrum miasta Krzysztof pisał tak: "Jeleń w środku miasta jest w sytuacji urzędnika bankowego, którego horda szympansów znienacka wywlokła z gabinetu i w ułamku sekundy wtargała na szczyt trzydziestometrowego drzewa"); czasem ironiczne ("Na Opolszczyźnie dwie doroczne klęski są pewne: Festiwal Piosenki Polskiej i szkody łowieckie. Ta pierwsza ma przynajmniej tę zaletę, że szybko mija").
Z każdego jego tekstu przebijało ludzkie ciepło i ogromna wrażliwość na losy zwierząt. Jak choćby w felietonie o żabach, a raczej o tym, że są one masowo rozjeżdżane przez kierowców. Nigdy nie przypuszczałam, że tekst o jakichkolwiek płazach może mnie wzruszyć. Zaczynał się tak: "Koniec żartów, zaczynają się schody - mawiał gen. Wieniawa-Długoszowski, opuszczając świtem lokal. Dla ropuch takie schody zaczynają się każdej wiosny".
I jestem pewna, że gdyby zwierzęta mogły mówić, powiedziałyby to samo: "Nie ma Duńca, koniec żartów, zaczynają się schody".
Źródło: Gazeta Wyborcza Opole