5 sierpnia Salvini założył kąpielówki i poszedł do Papeete Beach, klubu go-go z muzyką house i drinkami, na wybrzeżu Adriatyku pomiędzy Rawenną a Rimini. Minister spraw wewnętrznych zdjął koszulkę, zamówił mojito i nakazał puszczenie z głośników hymnu Włoch, podczas gdy skąpo odziane dziewczyny kręciły się na scenie. Specjaliści od PR-u donieśli mu, że jego Liga ma prawie 38 proc. poparcia w sondażach i rosnące wpływy w mediach społecznościowych. Robił setki selfies, rozdawał uściski.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej