To włoscy posłowie i senatorzy bez przeprowadzania nowych wyborów parlamentarnych powołali wówczas koalicję wspierającą nowego technokratycznego premiera Maria Montiego, byłego komisarza UE.

Berlusconi ma jednak rację, że Włochy znalazły się wówczas pod wielką presją polityczną ze strony Brukseli, Berlina i Paryża, gdzie – jak się okazało – słusznie zdiagnozowano, że włoski premier potęguje niepewność inwestorów finansowych, co bardzo mocno windowało koszty obsługi długu.

Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej