Gdy przed rokiem Angela Merkel wybierała się w siódmą wizytę do Pekinu, chiński ambasador nie szczędził Niemcom gorzkich słów. Oskarżył Berlin o protekcjonizm i wstrzymywanie chińskich inwestycji. Po licznych przejęciach niemieckich spółek, rząd Merkel nałożył ograniczenia na chiński kapitał, zwłaszcza ten, za którym stoi państwo. Ale wiele wskazuje na to, że Niemcy obudzili się i tak za późno.

Niemieckie media twierdzą, że rząd przez lata patrzył przez palce na zakusy chińskiego państwa, które dawno przestało być wyłącznie krajem taniej siły roboczej.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej