Raczej nie. Komisję Europejską można nazwać unijnym „rządem” tylko w wielkim uproszczeniu (i z dużą przesadą), a kwestia koalicji jest jeszcze bardziej skomplikowana. Istotnie, za Ursulą von der Leyen jako nową szefową Komisji (od 1 listopada) oficjalnie opowiedziała się centroprawicowa frakcja EPL (m.in. niemieccy chadecy, PO, PSL), centrolewicowy klub S&D (m.in. SLD, Wiosna) i liberalna frakcja „Odnowić Europę”. Ale jest możliwe, że np. władze Włoch na członka nowej Komisji zaproponują polityka Ligi i ten zostanie zatwierdzony, pomimo że sama Liga zagłosowała przeciw von der Leyen.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej