Maj, środek tygodnia, Berlin, dzielnica Neukölln. Przed palarnią shishy parkują policyjne furgonetki na sygnale. Do lokalu wchodzi kilkunastu mundurowych. Na rękach rękawiczki, w uszach słuchawki od policyjnego radia. Ustawiają się przed barem zwartą grupą, ci z tyłu obserwują zaplecze lokalu, ci z przodu wypytują o dokumenty. Interesują ich zwłaszcza właściciele drogich samochodów zaparkowanych przed wejściem.

Okazuje się, że nie są zarejestrowane na bywalców knajpy.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej