To prawda, że Parlament Europejski jest jedyną instytucją UE wyłanianą – od 1979 r. – w bezpośrednich wyborach. Jednak nowe unijne przepisy – proponowane przez Komisję Europejską – ustala on wspólnie z Radą UE, w której zasiadają ministrowie (np. rolnictwa, finansów) wysyłani na obrady w Brukseli przez rządy wszystkich 28 krajów Unii. A przecież skład tych rządów zależy od parlamentów krajowych, a z kolei te od rezultatów wyborów krajowych – zawsze o wyższej frekwencji i przy zainteresowaniu wyborców większym niż wybory europarlamentarne.

To argument dość często podnoszony przez wielu europosłów, zwłaszcza przez niektórych zwolenników mocnego pogłębienia integracji europejskiej. Zbliżająca się nowa kadencja Komisji Europejskiej odnowiła ustrojowy spór w Unii o sposób wyboru szefa tej unijnej egzekutywy, czyli następcy Jeana-Claude’a Junckera. Musi być zatwierdzony i przez europarlament, i przez przywódców krajów Unii w Radzie Europejskiej. Ale kto pierwszy wysuwa kandydaturę? Kto ma silniejszy mandat demokratyczny w Brukseli?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej