Ozon jest uznawany za enfant terrible francuskiego kina, ale na pierwszy rzut oka ma w sobie niewiele z wichrzyciela. Chociaż od czasu jego debiutu minęło ponad 20 lat, on sam pozostaje tajemniczy. Powtarza, że wszystko, co należy o nim wiedzieć, znajduje się w jego filmach. Najnowszy – „Z łaski Boga” – opowiada o sprawie ks. Bernarda Preynata, który w latach 80. wykorzystał seksualnie ponad 70 chłopców. Ofiary wniosły sprawę do sądu, za tuszowanie przestępstw kard. Philippe Barbarin w marcu został skazany. Film miał milionową publiczność we Francji

ALEX VICENTE: Wydaje się pan przytłoczony wydarzeniami wokół „Grâce a Dieu”.

FRANÇOIS OZON*: To prawda. Nigdy nie robiłem filmu dotyczącego bieżących wydarzeń społecznych czy politycznych, wolałem się inspirować powieściami lub własną wyobraźnią. I tym razem moim zamysłem był film dotyczący męskiej kruchości. Ale natknąłem się na zeznania kilku mężczyzn ze stowarzyszenia, które skupia ofiary nadużyć seksualnych. Poruszyły mnie. Odkrywając ich opowieści, zrozumiałem, że nie muszę niczego zmieniać. Wszystko tam było, gotowy scenariusz.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej