– Po diabła ci ten Kościół? – obruszyła się znajoma, gdy kilka lat temu mówiłem, że nawet dla niewierzących jest ważne, by Kościół katolicki w Polsce stał się lepszy.

Już wtedy dołowały w nim chrześcijańskie przesłanie i moralność. Na pierwszy plan wysunęły się władczość, pycha i nieczułość wobec bliźnich. Nagonka na dzieci poczęte z in vitro, ataki na konwencję przeciw przemocy w rodzinie, jawna homofobia i zwalczanie idei upominających się o więcej równości dla kobiet – stały się znakiem firmowym polskiego Kościoła.

Dziś do tamtych grzechów doszły kolejne. Afery pedofilskie ujawniły, że Kościół nie jest w stanie dokonać samooczyszczenia ani nawet publicznej pokuty za krzywdy, jakie księża wyrządzali dzieciom. A jego flirty z narodowcami oddalają go od chrześcijańskich wartości. Kościół, choć zachowuje rytuały, konsekwentnie redukuje w swych zachowaniach i przekazach treści religijne na rzecz ideologii nastawionej na utrzymanie siły i władzy. Chrystusowe przykazanie „będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” wyparowało.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej