Krajem ideałem, legendarnym rajem ziemskim jest dla Rosjanina Szwecja. Bo tam, jak przekonywało mnie wielu znajomych, zbudowali „prawdziwy socjalizm”, bo tam panuje „sprawiedliwość społeczna”.

– Szwecja, choć przedmiot snów, nie jest dla naszych ludzi obiektem zawiści. Ona sytuuje się gdzieś w przestrzeni bajek, legend, innej, nieosiągalnej, bo nie naszej, a zbudowanej przed wiekami rzeczywistości. Jest marzeniem bezpiecznym, bo nie wyzwaniem – tłumaczyła mi psycholog społeczny Ludmiła Pietranowska.

Wyzwaniem była kiedyś przy carach Francja czy Brytania. Bo, jak w swej książce „Kraj niewspółczesny” napisał znany ekonomista Władysław Inoziemcew, rządzący Rosją co jakiś czas, rozumiejąc, że ich państwo nie nadąża za światem, rzuca się kogoś „doganiać”.

Pod rządami genseków, a szczególnie Nikity Chruszczowa, obowiązywało hasło: „Dogonimy i przegonimy Amerykę!”. Więcej na głowę człowieka radzieckiego miało być mleka, mięsa, metrów kwadratowych mieszkań... Z krowami nie wyszło, ale Moskwa mogła z dumą twierdzić: „Za to my robimy rakiety”. „Jak kiełbaski” – dodawał Chruszczow.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej