Pod koniec lutego pytałem ekspertów rosyjskich o ich spojrzenie na wybory w Europie. Odpowiadali, że to jeszcze dalekie, abstrakcyjne. – Nic się u nas o tym nie mówi. Ja też nie mam zdania – usłyszałem np. od Lilii Szewcowej, znanej politolożki.

W ostatnich dniach to się zmieniło. Pierwsza zaniepokoiła się, co zrozumiałe, liberalna publiczność moskiewska, dla której tolerancyjna, otwarta Unia jest kompasem. W Moskwie raptem zwrócili uwagę na tworzące się w UE „podgrupy”, szczególnie na dryfującą od Brukseli Grupę Wyszehradzką, o której się tu wcześniej w ogóle nie mówiło.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej