Boki zrywać z tej Unii. To przez nią prezydent Polski nie może już kupić „normalnej” żarówki, ślimak to ryba, kalosze muszą mieć instrukcję obsługi, a papierosy – ha, ha! – samoczynnie wygasać. Śmiechom nie ma końca, tymczasem dyrektywy, które dają nam konkretne korzyści, wchodzą po cichu przez nikogo niezauważone.

Tak było z zapisami o równym traktowaniu w miejscu pracy, które musieliśmy znacznie poszerzyć, wchodząc do Unii. Ukrócenie procederu zawierania dziesiątek następujących po sobie umów na czas określony także nie nastąpiło w wyniku dobrej woli rządzących, ale po skardze NSZZ „Solidarność” do Brukseli, która zmusiła rząd do wprowadzenia prawa umożliwiającego zawieranie maksymalnie trzech umów na czas określony.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej