Trudno określić, kto pierwszy wypowiedział nieśmiertelną frazę: „angliczanka gadit” – „Angielka paskudzi”. Ponoć rzekł to generalissimus Aleksandr Suworow, kiedy w 1799 r. tłumaczył, że to intrygi Londynu zaprowadziły jego wojującą z Francuzami armię w pułapkę gór szwajcarskich. Może jednak zwrot jest starszy i urodził się, kiedy królowa Elżbieta I nie zechciała wyjść za cara Iwana Groźnego. A może „Angielkę” uznano w Rosji za szkodliwą później, kiedy armia królowej Wiktorii starła się z Rosjanami w wojnie krymskiej.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej