Banbury to nieduże miasto sto kilometrów na północny zachód od Londynu. Dziś liczy 40 tys. mieszkańców, znane jest przede wszystkim z okrągłych ciastek i kawy Jacobs. W historii zapisało się najwyraźniej w XVII w., gdy było centrum dowodzenia armii Olivera Cromwella podczas angielskiej wojny domowej.

Ale ma ono miejsce jeszcze w innej historii. Pieszczotliwie zwany przez polski personel „Banbrownią” szpital Horton General w Banbury jest jednym z kilku punktów, od których pod koniec XX wieku zaczęły się wyjazdy polskich medyków do Zjednoczonego Królestwa.

Takich historii – lekarzy, pielęgniarek, techników i ratowników medycznych – jest kilkadziesiąt tysięcy. Wspólnie tworzą exodus odpowiadający za brak kadr w polskiej służbie zdrowia. W Polsce wskaźnik liczby praktykujących lekarzy na tysiąc mieszkańców wynosi 2,3. W Wielkiej Brytanii to 2,8, a w Niemczech aż 4,1.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej