Jeździliśmy tam co roku, zawsze w weekend poprzedzający Wigilię. To była stara myśliwska wieża pod Miliczem, pamiętała chyba jeszcze XIX w. Znalazł ją kiedyś nasz drużynowy, dogadał się z nadleśnictwem, żeby nas tam raz w roku wpuszczali. Organizowaliśmy tam harcerskie spotkania świąteczne.

Z Poznania jechało się tam z dwiema przesiadkami. Zbiórka w piątek o piątej rano na dworcu, stare EZT ze skajowymi siedzeniami i tymi piecykami, które rozgrzewały się do czerwoności.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej