Więzienie to nie miejsce dla narkomanów

Adrian
2009-08-13, ostatnia aktualizacja 2009-08-13 15:16

List z więzienia: Ktoś kto przez debilizm karnistów w wieku 17 lat trafia po raz pierwszy do kryminału, w dodatku będąc uzależniony, praktycznie przegrał już życie. Wychodzę za sześć miesięcy i nie mam złudzeń

Obecnie przebywam w Zakładzie Karnym i od 15 lat jestem uzależniony od twardych narkotyków. Prosicie o nadsyłanie swych historii i opinii. Zapewne nic nowego nie wniosę służąc za przykład nie do naśladowania, ale chyba o to w tym chodzi. Mam 29 l., a za sobą bagaż doświadczeń, którym można obdarować kilka osób. Byłem producentem, dilerem, narkomanem i złodziejem w jednej osobie. Konsekwencją tego, pomijając zdrowie własne i ogrom krzywd wyrządzonych innym, jest dziewięć lat spędzonych w kilkunastu Z.K. Nawet tam robiłem i robię to samo. Handlowałem, ćpałem, wychodziłem, wracałem. Pominę opis swego wewnętrznego kalectwa (jak ja to nazywam) oraz retrospekcje historii ze mną w tle, gdyż bym zanudził, skupię się raczej na zagadnieniu pomocy ludziom uzależnionym. Przedstawię go z punktu widzenia osadzonego. Pomoc państwa osobom uzależnionym, z tego co czytam, słyszę i widzę w TV sprowadza się do ustawy o narkomanii, której dyrektywą jest izolacja. To czysty debilizm i brak znajomości problemu. Stowarzyszenia, związki, których wymienić jest nie sposób, nie robią nic w porównaniu z wielkością problemu. W kraju, gdzie 13-letnie dzieciaki ćpają herę nałogowo nie może być mowy o tym, że istnieje jakaś realna pomoc - bo za nią uważam profilaktykę. Dzieciaki już w szkołach podstawowych powinny wiedzieć o uzależnieniach i narkomanii.

Ja jestem kryminalistą, więc przejdę do swojego konika. Ktoś kto przez debilizm karnistów w wieku 17 lat trafia po raz pierwszy do kryminału, w dodatku będąc uzależniony, praktycznie przegrał już życie. Światopogląd wcześniej nie ukształtowany w związku z nałogiem, kształtują później współosadzeni. Dostęp do towaru jest tu praktycznie taki sam, jak na wolności. Całkowita deprawacja.

Pobyt na oddziale terapeutycznym, o ile do niego dojdzie bo czeka się dwa lata na miejsce, to epizod który zapisuje się w pamięci jako miejsce z ekstra warunkami, gdzie jest dużo towaru. Wniosek - więzienia nie są miejscami do leczenia ludzi uzależnionych. Programy metadonowe w Z.K. to tzw. niekontrolowany czarny rynek handlu. Polityka by leczyć narkomanię w Z.K. jest CHORA i działa w przeciwnym kierunku do zamierzonego. Ludzie, którzy tu trafiają praktycznie tracą ostatnią szansę wyjścia na prostą, którą w jakimś stopniu dawałby ośrodek na wolności.

Potrzebna jest bezwzględna nowelizacja Kodeksu Karnego odnośnie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Pomysł przymusowych ośrodków terapeutycznych jako szansa zamiast osadzenia w Z.K. przyniósłby większe korzyści aniżeli cały bajzel jaki tu panuje.

Za sześć miesięcy wychodzę po raz wtóry i nie mam złudzeń. Może ktoś się będzie dziwił, że znam problem i świadomie brnie w to gówno. Brnę właśnie dlatego, że znam problem. Wiem, że sam nie dam rady. Już dawno straciłem motywację. Żałuję tylko, że nie znalazł się ktoś, kto mógłby mi pomóc gdy miałem 17 lat. Może wtedy nie trafiłbym tu, gdzie jestem, a moje życie potoczyłoby się innym torem...

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1