W fotelu kierowcy

Maciek Kubat i Grzegorz Wodowski, Kraków.
2010-02-17, ostatnia aktualizacja 2010-02-17 13:14

O narkotykach, abstynencji, tym, czym jest uzależnienie, a przede wszystkim redukcji szkód w psychoterapii rozmawiamy z dr Andrew Tatarsky, który po raz kolejny odwiedził Polskę z serią wykładów i warsztatów.

Redukcja szkód w psychoterapii Czy rozdajesz igły i strzykawki w swoim gabinecie?

Nie, nie rozdaję. Redukcja szkód w psychoterapii to zwrócenie uwagi na to, w jaki sposób rozmawia się z osobą używającą narkotyków. To filozofia określająca sposób, w jaki pomagać uzależnionemu i w jaki sposób rozmawiać z nim o zmianach. To kliniczne podejście, które uwzględnia założenia redukcji szkód, jej zasady.

Przez które rozumiesz

Zestaw metod umożliwiający ludziom lepsze życie niż odbijanie się pomiędzy stanem odurzenia a poczuciem winy. Przestajemy skupiać się na abstynencji, a koncentrujemy się na minimalizowaniu negatywnych konsekwencji. Spotykamy człowieka tam, gdzie jest i zaczynamy leczenie z zauważeniem jego specyficznej sytuacji; z podejściem pełnym szacunku i zrozumienia staramy się razem wprowadzać zmiany. Są to więc założenia określające miejsce i sposób rozpoczęcia leczenia, a także sposób rozumienia zmiany.

I co dalej?

Staramy się zbudować bezpieczny związek z pacjentem, oparty na wspieraniu, który umożliwia rozpoznanie problemów i stopniowe świadome ich rozwiązywanie. Terapię taką opieramy na wzmacnianiu wiary w siebie, na współpracy z pacjentem i jego zaangażowaniu w proces leczenia. W zasadzie, umieszczamy pacjenta w fotelu kierowcy jego stosunku do narkotyków i staramy się, aby podejmował lepsze dla siebie wybory. Brzydko mówiąc - uczył się lepiej manewrować tym wehikułem.

Wielu terapeutów twierdzi, że to czym się zajmują, to redukcja szkód, mimo że wyraźnie oczekują od swoich pacjentów tylko abstynencji.

To prawda. Spotykam ludzi, którzy są zdania, że więzienie jest też redukcją szkód; mówią "przecież bronimy wtedy uzależnionych przed nimi samymi i społeczeństwo przed nimi " Ja stoję na stanowisku, że branża leczenia uzależnień na całym świecie jest w poważnym kryzysie. W ten kiepsko działający system pompowane są olbrzymie pieniądze. Gdyby to była prywatna korporacja, to już dawno wypadłaby z biznesu.

Piszesz o tym w swojej książce

Większość spośród ludzi uzależnionych od alkoholu czy narkotyków nie jest po prostu gotowa na całkowite odstawienie substancji z rozmaitych powodów. A tu mamy cały przemysł leczący jedynie niewielki ułamek dużej grupy uzależnionych i nawet, ten niewielki ułamek, nie jest leczony skutecznie. Większość nich zostaje usunięta z leczenia i większość z nich nie zaprzestaje używania substancji.

Sam mówisz, że są tacy, którym pomaga..

Słuchajcie, nawet jeśli by naprawdę wytężyć wyobraźnię, to system można jedynie określić jako nieodpowiedni dla większości osób używających narkotyki. Dlaczego więc doświadczamy tak wielkiego światowego przywiązania do nieadekwatnej filozofii leczenia? Odpowiedniej jedynie dla niewielkiej grupy pacjentów, którzy są gotowi i wyrażają wolę na podjęcie leczenia abstynencyjnego oraz takiego leczenia potrzebują. Mówimy może o kilku procentach całej populacji uzależnionych, którzy zgłaszają się do leczenia.

Więc co, abstynencja jest... passe?

Ja, naprawdę wierzę w to, że leczenie abstynencyjne jest istotne oraz, że wielu osobom uratowało życie. To naprawdę cenna terapia. Nie staram się z nią walczyć. Staram się walczyć ze stwierdzeniem, że każdy kto nie jest w stanie podjąć takiej terapii - nie jest gotowy na żadną .

W ten sposób mobilizuje się tych niezdecydowanych

Uważam, że forsowanie takiej opinii, jest szkodliwe wobec uzależnionych, ponieważ explicite dociera do nich informacja: "skoro nie jestem gotowy na terapię abstynencyjną - to nie jestem gotowy na żadną zmianę". A to naprawdę demotywuje, wzmaga rozpacz i negatywny obraz samego siebie. W zasadzie jest to czysta promocja internalizacji stygmatu i traumy.

Chyba popadasz w przesadę.

A co się dzieje, gdy wzmocnimy traumę u ludzi, którzy już jej zaznali? Dokonamy eskalacji użycia narkotyków. Mamy więc system, który w zasadzie promuje użycie narkotyków, wśród osób ich używających. I odmawia dostępu do leczenia tej grupie ludzi, która może być gotowa, aby zacząć pracę nad sobą w inny sposób, na innym poziomie.

Powiedziałeś wcześniej, że rozpoczynasz w miejscu, gdzie jest pacjent. Czy masz na myśli jakiś psychoterapeutyczny outreach?

Rozumiem przez to wszelkie działania pozwalające na kontakt z klientem. To wyzwanie dla tych, którzy organizują leczenie. Chodzi o to, aby zaplanować je w taki sposób, który będzie również fizycznie bliski dla klienta. Oznacza to działania dostosowane do różnych grup pacjentów: zarówno dla tych, którzy przychodzą do serwisów, jak i dla tych, którzy tam nie docierają. Jeśli chcemy naprawdę spotkać pacjenta tam, gdzie jest - to musimy ruszyć tyłek, dostosować się do pacjentów i w pełni spersonalizować nasze działania.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':