Inicjatorem obrad była Polska Sieć ds. Polityki Narkotykowej. Przedstawiciele organizacji leczących uzależnienia, reprezentanci KBPN i NFZ oraz Instytutu Psychiatrii i Neurologii przedstawili najnowsze dane o prowadzonych programach i zapotrzebowaniu na leczenie oraz wypracowali wspólne stanowisko i rekomendacje.
Kluczowymi kwestiami okazały się niedofinasowanie lecznictwa ambulatoryjnego i znaczny deficyt miejsc leczenia substytucyjnego. Najważniejszą w tym kontekście propozycją było stworzenie mechanizmu motywującego do włączenia substytucji w ofertę poradni uzależnień. W praktyce oznacza to, że priorytetowym zadaniem będzie rozwój substytucji w oparciu o lecznictwo ambulatoryjne.
Obecna sytuacja - brak programów
Dostęp do różnorodnych form terapii, poza leczeniem stacjonarnym, jest w Polsce bardzo niski. Wyraźną cechą systemu jest znikoma ilość programów substytucyjnych oraz bariery utrudniające korzystanie z nich.
W Polsce od 1992 r. powstało 17 programów leczenia substytucyjnego, z czego cztery w zakładach penitencjarnych. Znajduje się w nich nieco ponad 1,5 tys. miejsc, co daje szanse na podjęcie leczenia statystycznie 0,4 os. na 10 tys. mieszkańców. W krajach rozwiniętych odsetek ten wynosi od kilkunastu do 25 osób na 10 tys. mieszkańców. W Niemczech, które pierwsze programy wprowadzały równocześnie z Polską, pacjentów jest teraz około 60 tys.
Sytuacja jest jednak gorsza niż wynika z liczb.
Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii w planie na lata 2006-10 założyło udostępnienie leczenia substytucyjnego w całym kraju na poziomie 20 proc. Wynik ten udało się osiągnąć tylko w Warszawie, gdzie dzięki przychylnej polityce władz powstało w ostatnich latach kilka programów substytucyjnych, prowadzonych m.in. przez prywatne placówki. Większość województw posiada jednak tylko po jednym programie, a najgorzej prezentuje się pięć regionów, w których uzależnieni nie mają żadnego dostępu do substytucji.
Stan taki zaskakuje zwłaszcza o tyle, że dostępność do innych form leczenia jest w Polsce wysoka. Ilość miejsc w ośrodkach stacjonarnych przypadająca na ogół mieszkańców należy do najwyższych w Europie. W województwie pomorskim jest to rekordowa na skalę światową liczba 20 miejsc na 100 tys. mieszkańców.
Oznacza to, że istnieją tam instytucjonalne i finansowe warunki pomocy uzależnionym, jednak, pomimo wezwań samych pacjentów, zmuszonych do korzystania z programów w innych województwach, powstawanie punktów leczenia substytucyjnego cały czas napotyka przeszkody.
Zapotrzebowanie
Zaprezentowane przez Janusza Sierosławskiego badanie dotyczące zapotrzebowania na buprenorfinę w Warszawie, wykazało, że na oszacowaną liczbę 2,4 - 3,8 tys. problemowych użytkowników opiatów (90 proc. z nich stosuje narkotyki iniekcyjnie) od 1,6 - 2,5 tys. byłoby gotowych podjąć leczenie tym środkiem.
Można zatem wnioskować, że nawet 70 proc. wszystkich użytkowników korzystałoby z substytucji.
W całym kraju uzależnionych od opiatów jest do 30 tys., a 60 tys. osób stosuje kilka substancji, w tym opiaty. Aby osiągnąć dostępność na poziomie planowanych 20 proc., trzeba stworzyć ponad 4 tys. nowych miejsc - według rekomendacji KBPN, trzeba je stworzyć natychmiast. Obecny stan sytuuje Polskę na przedostatnim miejscu w Europie, a opóźnienia są zagrożeniem dla potrzebujących.
Z badania IPiN, zaprezentowanego przez Jacka Moskalewicza, wynika, że średni okres oczekiwania na dostęp do leczenia substytucyjnego wynosi 430 dni - to czas, którego, jak zaznaczali w dyskusji uczestnicy programów, wielu potencjalnych pacjentów może nie przeżyć.
Na miejsce w ośrodku czeka się średnio 45 dni, przy czym w większości przypadków możliwe jest przyjęcie od razu - średnią kształtują najpopularniejsze placówki, z wydłużonym okresem oczekiwania. Na detoksykację czeka się około 18 dni, kontakt w poradni można uzyskać natychmiast, jednak na regularną terapię oczekiwanie wynosi średnio 5 dni.
Oprócz potrzeb samej substytucji, wskazano na dodatkowe obszary wymagające wsparcia. Pacjenci mają problemy mieszkaniowe, nie posiadają zatrudnienia, brakuje im opieki prawnej, psychologicznej oraz dodatkowego leczenia somatycznego. Tego rodzaju trudności mogą blokować przystąpienie do leczenia oraz osłabiać jego skuteczność.
Istniejące bariery
Jedną z podstawowych cech leczenia substytucyjnego jest stosunkowo łatwy do niego dostęp. Jest to szczególnie istotne dla osób, które jeszcze radzą sobie z problemem, pracują, mieszkają z rodziną, czy w przypadku których zamknięcie w ośrodku lub całkowita abstynencja nie sprawdzają się. Uczestnik programu nie musi opuszczać swojego środowiska, ani poddawać się nawet kilkunastomiesięcznej izolacji.
Na dostępność leczenia wpływ ma jednak nie tylko ilość miejsc w programach, ale i bariery w postaci wymogów stawianych chętnym, biurokracji oraz codziennych, prozaicznych utrudnień w korzystaniu z programu.
Skutki tego rodzaju barier pokazuje przykład Warszawy, gdzie choć chęć podjęcia leczenia deklaruje około 1,6 - 2,5 tys. osób, a leczy się tylko 700, to oczekujących jest niewielu. Jak zaznaczali rozmówcy, aby dotrzeć do większej liczby potencjalnych pacjentów, należałoby zmniejszyć bariery a także zróżnicować ofertę.
Źródło: Gazeta Wyborcza