Cud metadonowy

Magdalena Grzebałkowska
2011-04-10, ostatnia aktualizacja 2011-04-07 14:52

Wcześniej robiłam laskę, żeby mieć pieniądze na narkotyki, teraz - żeby zarobić na dojazdy po metadon


Fot. Grazyna Makara / AG
Ta historia zaczyna się w łóżku chudej Kaśki o szóstej rano. Dzwoni budzik. Kaśka wstaje i cichutko, żeby nie obudzić syna i mamy, wychodzi z domu. Pociąg osobowy rusza z Dworca Gdańsk Główny o 7.40 i ona musi na niego zdążyć. W dwie godziny dojeżdża do Laskowic. Wysiada, a z nią kilku, czasem kilkunastu, skurczonych z zimna, niewyspania i smutku ludzi. Łapią autostop, bo autobus do Świecia będzie dopiero za godzinę.

W Świeciu Kaśka idzie prosto do szpitala psychiatrycznego. Tam, w wydzielonym zakamarku, pielęgniarka nalewa jej do kubka trochę słodkiego syropu, który Kaśka wypija na miejscu. Do małej butelki siostra wlewa jej zapas syropu do domu.

Znosi głód, nie daje euforii

Syrop, który Kaśka musi pić codziennie, to metadon. Jest syntetycznym opiatem, kilka razy silniejszym środkiem niż morfina. Właściwie to narkotyk, ale sprawia, że Kaśce nie chce się już brać heroiny.

Piętnaście procent narkomanów w Polsce jest uzależnionych od opiatów (to m.in. heroina, morfina, kodeina). Można ich leczyć na dwa sposoby. Terapią abstynencyjną, czyli taką, w której narkoman po detoksie nie przyjmuje już żadnych środków. I terapią substytucyjną, czyli taką, gdzie po detoksie narkoman dostaje substytut narkotyku (metadon, buprenorfina), który go jednak nie otumania.

Przeciwnicy metadonu mówią, że podawanie go narkomanom to jak leczenie alkoholików wódką.

Zwolennicy twierdzą, że wprawdzie metadon nie daje całkowitej abstynencji, ale poprawia komfort życia. Tak jak insulina cukrzykom, która nigdy ich nie wyleczy, ale pozwoli żyć normalnie.

Dla Kaśki metadon to zbawienie. Nie musi kłuć się co kilka godzin, bo syrop działa dobę, czasem dłużej. Nie musi koncentrować się na zdobyciu towaru, bo metadon dostaje z polecenia lekarza. Nie musi kraść, wynosić rzeczy z domu, przeznaczać całej pensji na narkotyki, pożyczać od syna na heroinę, bo metadon jest dla niej za darmo.

Chemicy wynaleźli go przed II wojną światową. W latach 60. Amerykanie zaczęli podawać narkomanom uzależnionym od opiatów. Okazało się, że środek znosi głód narkotyczny, ale nie daje euforii. Pozwala myśleć normalnie. Narkomani na metadonie pierwszy raz od dawna usiedli z bliskimi do stołów, niektórzy poszli do pracy, zaczęli zwyczajnie żyć, pijąc codziennie wyznaczoną dawkę metadonu.

Środek trafił do Europy Zachodniej w latach 70. Wschodnia Europa przyjęła go w 1992 r. Pierwszym krajem była Polska.

W Świeciu program metadonowy powstał w 2005 r. Korzysta z niego ponad trzydziestu narkomanów z Trójmiasta.

Kaśka: Mała dawka codziennie

Ma 47 lat, jest salową w szpitalu. - W Gdańsku nie da się pogodzić metadonu i pracy - mówi. - Albo pracujesz i ćpasz, albo nie pracujesz i cały dzień spędzasz w pociągu w drodze po syrop. Wybrałam Świecie, poszłam na zwolnienie lekarskie. Ale boję się, że jak wrócę do pracy, to mnie już wywalą. Trzy lata temu kumpel, z którym kiedyś grzałam, powiedział mi, że jest na programie metadonowym w Warszawie. Radził, żebym w to weszła.

No i tu można powiedzieć, że Kaśka ma cholernego pecha, bo w Polsce jest 21 miejsc, gdzie można dostać metadon (m.in. sześć w Warszawie, dwa w Bydgoszczy, jeden w Lublinie, Szczecinie, we Wrocławiu, w Krakowie czy Świeciu. W Polsce białe plamy na mapie metadonowej są jeszcze w województwach: warmińsko-mazurskim, podlaskim, podkarpackim i opolskim.)

W Trójmieście za to nie ma ani jednego.

A przez pierwsze miesiące po syrop trzeba stawiać się codziennie, o stałej porze.

Narkomani z Gdańska najbliżej mają do Świecia - 120 kilometrów w jedną stronę. Kaśka zaczęła dojeżdżać z nimi w październiku 2010 roku.

Za bilet miesięczny na autobus miejski do dworca płaci 84 zł. Miesięczny na pociąg osobowy z Gdańska do Świecia kosztuje ponad 300 zł. Można by jechać szybciej droższym pospiesznym, ale którego narkomana na to stać?

Jeśli lekarz prowadzący program metadonowy uzna, że narkoman się stara, stawia się punktualnie w okienku, nie pije alkoholu, a z badań moczu wyjdzie, że nie dobiera (nie miesza narkotyków z metadonem), wtedy może się zgodzić na coraz rzadsze wizyty w punkcie metadonowym i na coraz większe dawki metadonu zabierane do domu. Ideałem jest wizyta w okienku raz na dwa tygodnie. Można do tego dojść po kilku latach. Kaśka na razie musi jeździć do Świecia trzy razy w tygodniu. Mogłaby wrócić do pracy szybciej, gdyby metadon był dostępny w Gdańsku.

Na razie w wolne od Świecia dni chodzi na terapię grupową i indywidualną, która jest obowiązkowym elementem programu metadonowego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    78 głosów

  • Może by pomogli jacyś kierowcy Tirów myslacyszaryczlowiek1 13.04.11, 00:38

    czy przedstawiciele handlowi. Najszybciej na CB radio.»

  • Cud metadonowy iamiller 17.04.11, 00:30

    Z perspektywy kraju w którym mieszkam (Hiszpania) sytuacje opisane w artykule wydają się niehumanitarne i pochodzące z innej epoki i innego świata. Tu program matadonowy ma każda Poradnia »

  • Cud metadonowy aga6773 11.10.11, 14:12

    Metadon w Bydgoszczy centrum-med.eu»

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób