-Wygrał zdrowy rozsądek, wiedza i zdrowie publiczne, a nie straszenie i mity - komentuje Katarzyna Malinowska-Sempruch dyrektorka Międzynarodowego Programu Polityki Narkotykowej Open Society Institute.
Przygotowaną przez rząd ustawę poparła cała Platforma (przeciw był jeden głos) i PSL (dwóch posłów się wstrzymało). Za była też cała lewica i 2/3 PJN (dziesięciu posłów). Murem przeciw stał PiS. Ustawę głosowano w atmosferze wiecu. Posłowie PiS krzyczeli, że to "legalizacja posiadania narkotyków". Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski odpowiadał - przekrzykując posłów - że ustawa daje jedynie możliwość, by prokurator odstąpił od ścigania osoby posiadającej niewielką ilość narkotyku na własny użytek. I że to, czy narkotyk był rzeczywiście na własny użytek prokurator musi starannie ustalić. Beata Kempa, tuż przed ostatecznym głosowaniem nad ustawą, podniesionym głosem, "jako matka" wezwała ministra Kwiatkowskiego: - Niech pan powie, którą mafię pan dzisiaj wsparł? Narkotykową, czy dopalaczową? (za tę wypowiedź PO chce złożyć na nią skargę do Komisji Etyki Poselskiej).
Za ustawą głosowało 279 posłów, przeciw - 142, wstrzymało się 3. - Czeka nas jeszcze bój w Senacie, ale jestem dobrej myśli, bo za nami przemawia statystyka i rozsadek - powiedział "Gazecie" po głosowaniu minister Kwiatkowski.
Karalność za posiadanie każdej ilości narkotyku wprowadzono w 2000r. pod hasłem ułatwienia ścigania handlarzy narkotykami: żeby nie mogli się wykręcić deklarując, że narkotyki mają na własny użytek. Kiedy po dziesięciu latach podsumowano skutki okazało się, że za posiadanie narkotyków skazuje się teraz siedemnastokrotnie więcej osób, niż za handel. To znaczy, że siedzą w więzieniach nie handlarze, ale konsumenci narkotyków. Potwierdziły to dane więziennictwa o liczbie osób uzależnionych wśród skazanych za narkotyki. A więc przepis zaowocował osłabieniem ścigania handlu narkotykami: przed jego wejściem w życie, w 1999r., za handel narkotykami skazano dwukrotnie więcej (1714) osób niż w 2007. Teraz Rocznie za przestępstwa narkotykowe skazuje się ok. 9 tys. osób.
Specjaliści oceniają, że organa ścigania nie koncentrują się na handlarzach, skoro łatwo "podbijają" sobie statystykę ściganiem konsumentów narkotyków. Każdy złapany z narkotykiem jest przestępcą, więc za jednym zamachem - bez śledztwa, prowokacji policyjnej czy zakupu kontrolowanego - mają wykryte i przestępstwo i jego sprawcę.
Przestępcami stali się popalający marihuanę i zażywający okazjonalnie ekstasy. Wyrok - nawet w zawieszeniu - oznacza, że trafia się do rejestru skazanych. A karanemu nie łatwo znaleźć pracę.
Specjaliści alarmowali, że polska polityka narkotykowa jest nie tylko nieskuteczna, ale też społecznie szkodliwa. Instytut Spraw Publicznych obliczył, że represje wobec posiadaczy narkotyków kosztują budżet 80 milionów złotych rocznie.
Sądy stawały zaś przed dylematem: czy można skazać kogoś za "posiadanie narkotyku w sobie"? Np. bo jeśli ktoś jest pod wpływem narkotyku, to znaczy, że "posiada go" - w sobie. Albo przynajmniej, że posiadał przez chwilę - tuż przed zażyciem. Tego typu dylematy trafiały do rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy.
Organizacje pozarządowe zawiązały Polską Sieć Polityki Narkotykowej i od dwóch lat prowadzą akcję edukacyjną na temat społecznych skutków karania za posiadanie. I tego, jak powinna wyglądać skuteczna, oparta nie na represji, a profilaktyce i leczeniu, polityka narkotykowa. Współpracując z nimi "Gazeta" prowadziła cykl "My, narkopolacy".
W lipcu 2009 r. premier Donald Tusk i minister Kwiatkowski ogłosili, że rząd wniesie do Sejmu projekt, według którego prokurator będzie mógł odstąpić od ścigania osoby posiadającej niewielką ilość narkotyku na własny użytek. Że takie osoby będą kierowane na leczenie lub reedukację. A za handel narkotykami podnosi się górną granicę kary z 10 do 12 lat. Ale po gwałtownej krytyce PiS o ustawie ucichło. Do Sejmu trafiła we wrześniu zeszłego roku, ale prace utknęły. Przyspieszenia dostały w ostatnim miesiącu, m.in. po listach otwartych 72 artystów i rodziców osób uzależnionych, w których apelowano o odejście od represji za "posiadanie". W ciągu miesiąca udało się ustawę uchwalić.
- To duży krok w dobrą stronę. Teraz trzeba działać na rzecz dobrej prewencji i leczenia. Zainteresowanie młodych ludzi dopalaczami pokazało, że dotychczasowe działania są słabe. Potrzeba nie straszenia i represji, ale rzetelnej akcji informacyjnej o skutkach używania substancji psychoaktywnych dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Potrzebne są dobre programy edukacyjne, poradnie, w których będzie można pomóc zanim ktoś jeszcze zacznie mieć z odurzaniem się problem, leczenie ambulatoryjne, w tym programy metadonowe [lek zastępczy dla osób uzależnionych od opiatów]. Jesteśmy w o tyle szczęśliwej sytuacji, że możemy czerpać z doświadczeń innych krajów - mówi Katarzyna Malinowska-Sempruch.
- Pierwsze, co zrobię po ostatecznym uchwaleniu ustawy, to skontaktuję się kierownictwem policji, prokuratury i resortów zdrowia i edukacji, żeby naradzić się na temat polityki antynarkotykowej. I z organizacjami pozarządowymi, na których współpracę bardzo liczę - powiedział nam minister Krzysztof Kwiatkowski.
Co Sejm uchwalił?
- można odstąpić od wszczynania postępowanie przeciwko osobie posiadającej "substancje psychotropowe w ilości nieznacznej, przeznaczone na własny użytek (...) jeśli orzeczenie wobec sprawcy kary byłoby niecelowe ze względu na okoliczności popełnienia czynu, a także stopień jego społecznej szkodliwości";
- prokurator i sąd mają obowiązek zbadać, czy osoba złapana na posiadaniu narkotyku jest narkomanem lub osoba zażywająca okazjonalnie. Jeśli tak, mogą warunkowo zawiesić postępowanie i zobowiązać do podjęcia leczenia lub przejścia reedukacji. Postępowanie mogą umorzyć, jeśli leczenie lub reedukacja będą skuteczne;
- w celu leczenia można też dać przerwę w odbywaniu kary uzależnionemu skazanemu, jeśli w więzieniu brak miejsc na oddziale leczniczym. Jeśli leczenie będzie skuteczne - można skazanego warunkowo zwolnić z odbycia reszty kary.