Tusk na dopalaczach

Piotr Pacewicz
2010-10-18, ostatnia aktualizacja 2010-10-18 15:51

Dopalacze
Dopalacze
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Pośpiech premiera to przejaw populistycznej histerii. Szef rządu pokazuje się jako zbawca narodu. Brakuje tylko, by osobiście zaplombował jakiś sklep

Piotr Pacewicz
fot.
Piotr Pacewicz
Wszyscy się tu zachowują, jakby byli na środkach psychoaktywnych. Premier Tusk - ośmieszany z całą Platformą, że staje się "dupowatą ciotką" - występuje w roli szeryfa. Wydał rozkaz i trzask - policja z sanepidem zamknęły prawie tysiąc sklepów z dopalaczami, czasem z naruszeniem procedur.

Bez żenady zapowiedział działanie "na granicy prawa" - bo "sytuacja jest taka jak w przypadku wojny, powodzi, innych klęsk żywiołowych". Dlatego "dojdzie do konfliktu pomiędzy różnymi wartościami, które gwarantuje konstytucja i zwykłe poczucie uczciwości. Inaczej nie da się zwalczyć dopalaczy".

Tak się nie rozwiązuje problemów społecznych. Tak się psuje politykę prozdrowotną. Tak się wygrywa wybory.

Populizm to chytry pomysł na rządzenie. Podobnie jak autorytaryzm opiera się na strachu. Różnica - definiuje Wiktor Osiatyński - jest taka, że wódz autorytarny mówi ludziom: "Bójcie się MNIE, bo inaczej was skrzywdzę", a przywódca populistyczny: "Bójcie się ICH, a ja was obronię". ONI to narkobiznesmeni - istotnie, paskudni.

Sejm jednomyślnie przyjął nowelizację ustawy zakazującą produkcji i sprzedawania jakichkolwiek substancji, które mogą być używane jako środki odurzające lub psychotropowe. Odkrycie na skalę europejską.

Senat już gotuje się do zalegalizowania tej prohibicji. Na razie komisja senacka dezawuuje własnego prawnika, który śmie krytykować m.in. zbyt pojemną definicję "środków zastępczych". Sporo kosmetyków czy leków może posłużyć jako środki psychoaktywne. Czy ich producenci też mają być karani?

Bronisław Komorowski zapowiada, że ustawę podpisze, choć rolą prezydenta - strażnika konstytucji - jest pilnowanie, by przestrzegano prawa. Mógłby choć zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego.

Media dorzucają do pieca. Krążą informacje o zatruciach, samobójstwach, zgonach. Jednak od najgroźniejszych narkotyków - opiatów - umiera w Polsce rocznie 300 osób. Od chorób odtytoniowych - 100 tys. Od niesterydowych środków przeciwbólowych - 3 tys. Z powodu alkoholu - 30 tysięcy.

Pracownia Medycyny Sądowej w Białymstoku zanalizowała wypadki komunikacyjne "w świetle materiału sekcyjnego". W PRL (lata 1970-86) co siódmy, a w III RP (1987-2006) co szósty białostocczanin opuścił ten padół jako kierowca, pasażer, pieszy, motocyklista, rowerzysta.

Dlaczego ginęli? Odpowiedź na nikim w Polsce nie zrobi wrażenia. Za PRL aż 43 proc. zwłok płci męskiej było nasączonych alkoholem, średnia zawartość 1,4 promila. W III RP - odpowiednio 54 proc. i 1,9 promila.

Ale picie jest swojskie, tego premier nie ruszy. Bo jakby ruszył, to metropolie i wioseczki mogłyby mu pokazać figę w dniu wyborów.

Wojna z dopalaczami jest jak karykatura całej polityki antynarkotykowej. Narkotyki - problem zdrowia publicznego - widzimy w kategoriach moralno-kryminalnych: to zło, które muszą tępić prawo i policja. Zła się nie leczy, zła się zakazuje i je karze.

A przecież używki to kwestia stylu życia, mody, potrzeb, uzależnienia, wolnego wyboru wreszcie. Gdy popyt jest duży, zakaz spycha je w szarą strefę. Tam zaś czynni są już zupełnie inni szatani.

Co będzie teraz? Znikną sklepy, dostępność dopalaczy spadnie. Ale jak zbadano choćby w Irlandii - nawet w czasach pełnej legalności dopalaczy zaskakująco wielu użytkowników korzystało z dostaw od siatki dilerów. Także śmierć strony dopalacze.pl nie oznacza, że nie da się kupić przez internet. Już są doniesienia o dopalaczach z dostawą do domu, jak pizza.

Czy producenci dopalaczy, jak skarcone dzieci, zamkną fabryczki? Raczej nie. To wielki biznes, który pod bokiem rządu kwitł przez ponad dwa lata. Dopalacze zejdą do podziemia, już bez żadnej kontroli. Będą w ofercie obok amfy, haszu czy koki.

I trawy. Od 2005 r. za jednego skręta wyrok dostaje rocznie 10 tys. młodych ludzi. Co z tego, że większość w zawieszeniu? Nie zostaną nauczycielami ani księgowymi, nie pojadą pracować do Brukseli, nie dostaną wizy do USA.

Realistyczna polityka antynarkotykowa wychodzi z założenia, że patologii nie da się wyeliminować, można tylko - i aż - minimalizować koszty. Zmniejszać popyt przez kontrolę dystrybucji i przemyślaną prewencję, zachęcać do środków mniej szkodliwych.

Uregulowana przez państwo sprzedaż dopalaczy mogłaby stanowić element takiej rozumnej polityki. Gdyby nakazać podawanie składu i drukowanie ostrzeżeń na produktach, zakazać reklamy, zabronić naprawdę groźnych substancji, a nie hurtowo, jak leci. Gdyby ograniczyć liczbę sklepów, wprowadzić minimalną odległość od najbliższej szkoły, gdyby

W tę stronę zmierza projekt nowelizacji ustawy antynarkotykowej przesłany 16 września do Sejmu. Przygotowało go rządowe(!) Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Ale projekt poszedł do szuflady, bo potrzebny był fajerwerk.

Najmądrzej byłoby powołać komisję specjalistów i w kilka tygodni przedstawić całościową nowelizację ustawy, wkomponowując w nią radykalne ograniczenie dopalaczy. Można by apelować o to do Senatu czy prezydenta Ale nie warto. Tę wojnę Tusk już wygrał.

Pozostaje apel do polityków, by wypuszczając dopalaczowego dżina ze sklepów na ulice, uchwalili jednocześnie złagodzenie kar za skręta.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 41 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    87 głosów

  • mądry tekst d_jak_zupa 18.10.10, 16:35

    Polityka strachu jest typową zagrywką ugrupowań co nic innego nie maja do zaoferowania, czy to PO, czy PiS...»

  • Tusk na dopalaczach 1pelikan 18.10.10, 16:58

    Szanowny Panie Pacewicz biorąc Pana wykształcenie i karierę muszę przyznać, że polemika z Panem to jak boksowanie się z Adamkiem.Rozumie, że jest Pan człowiekiem prawym, który przestrzega »

  • Apele do ignorantów są daremne s0ber 20.10.10, 20:47

    Nie apelujcie do ignorantów o to, aby obejrzeli film, wysłuchali audycji, a już na pewno nie proście ich, by cokolwiek czytali - to wysiłek ponad ich siły... ale najgorsze w tym wszystkim »

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':