Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Czym dopalacze różnią się od narkotyków? - pytam dr. Piotra Burdę, szefa Biura Informacji Toksykologicznej. - Niczym! Tyle że są legalne. Fachowców od zwalczania narkomanii spytałem o możliwość pokonania dopalaczy (żadna). Użytkowników o wrażenia (cudowne/koszmarne). Handlarza o ścieżkę życiową (zjazd). Psychoterapeutę o naszą w tym wszystkim winę (duża).
W liceum: zacieszyć blantaZaczynają już gimnazjaliści. Na imprezie chcą "zacieszyć blanta". Tańczą, całują się z kimś i niczego nie pamiętają. Dostają głupawki, szaleją jak małpy, uciekają przed goniącymi ich wielkimi kretami albo ogromnymi parówkami.
O opowieści z imprez, na których są dopalacze - a są prawie zawsze - poprosiłem maturzystów z warszawskiego liceum. - Bierzesz kilka buchów jointa. Jak palisz z lufy, to trochę mniej, bo padniesz. Mija kilka minut i jesteś w innym świecie. Odlatujesz, nie ogarniasz, co się z tobą dzieje. Masz fazy rozkmin, śmiejesz się. Odpalasz kolejnego jointa lub nabijasz lufę i znów cię wywala w inny świat. Zero problemów, tylko fun.
Albo tak: - Zdarzyło mi się zapalić coś w rodzaju marihuany. Spontanicznie, na śmiesznie. Było to bardzo zabawne uczucie, coś innego w moim życiu. Różowe chmurki i wrażenie, że występuję w telenoweli.
Albo tak: - Wpadałem do kumpla, no to dawaj, nabijamy trąbkę. Potem graliśmy na play station. Dużo śmiechu, żadnego bełkotania jak przy piwie. A potem zaczynasz rozkminiać, wkręcać się. Lubiłem wtedy oglądać zdjęcia w internecie - patrzysz, ale gościu ma łeb, że taki kadr znalazł. Więcej dostrzegasz.
Dopalacze w postaci ziół, soli albo pigułek działają krótko i nie zostawiają śladów:
- Można je wziąć w pokoju, zamknąć drzwi, przeżyć pięciominutową jazdę i koniec. Wychodzisz, rozmawiasz normalnie ze starymi i nie ma problemu. To samo po imprezie - rodzice sprawdzają, czy nie czuć wódki albo fajek. A marihuany albo dopalaczy wyczuć ani zauważyć nie idzie.
Co dają? - Niebezpieczeństwo i prestiż. Budują pozycję.
Sklep I: coś na pierwszy razIdziemy w piątek z żoną do sklepu z dopalaczami na Ursynowie. Jakbyśmy przeszli na drugą stronę lustra - chłodna elegancja, ekskluzywne szklane gabloty, czarny hip-hop w tle. Za ladą rudowłosa dziewczyna z kolczykami w twarzy. My udajemy zielonych jak liść marihuany.
- Chcieliśmy coś kupić na pierwszy raz.
- Są mieszanki ziołowe standardowe, można je kolekcjonować w papierowych rzeczach.
- Jak to?
- No w skrętach.
- To się pali jak trawę?
- Generalnie się nie pali, bo to jest artykuł kolekcjonerski - dziewczyna mruga do nas okiem.
- Nie pali się, ale się pali?
- No ja wam nie powiem.