Prędzej pomoże Święty Mikołaj

rozmawiała Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-11-06, ostatnia aktualizacja 2009-11-06 16:01

Dla pomocy społecznej bezdomny to bezdomny. Zawsze będą tacy, dla których nasza pomoc ograniczy się do tego, aby nie zamarzli i nie umarli z głodu. Ale innym można pomóc normalnie żyć - rozmowa z dr Magdaleną Dudkiewicz*

Dr Magdalena Dudkiewicz
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Dr Magdalena Dudkiewicz
ZOBACZ TAKŻE
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska: Ewa była już kilkakrotnie bezdomna i bezrobotna. Za każdym razem zwracała się do pomocy społecznej i innych instytucji. Ani razu nie otrzymała takiej pomocy, aby raz na zawsze wyjść z wykluczenia. Dlaczego?

Magdalena Dudkiewicz: Ewa stanowi problem dla systemu pomocy społecznej ze względu na złożoność jej sytuacji. Po pierwsze, jest byłą narkomanką. Po drugie, jest bezdomna. Po trzecie, jest bezrobotna. Po czwarte, ma dziecko, które obecnie przebywa w placówce i - po piąte - jest w stałym związku z mężczyzną, który też jest byłym narkomanem, a chce z nim stworzyć rodzinę, wspólnie zamieszkać i wychowywać dziecko.

A mogłoby się wydawać, że taka osoba to skarb - chce zmienić swoją sytuację, przejąć odpowiedzialność za swoje życie, czyli pomóc systemowi zrealizować jeden z celów, do których jest powołany.

Taka osoba to także skarb dla budżetu państwa - zamiast w dalszym ciągu generować koszty, ona jest gotowa sama zarobić na utrzymanie mieszkania i przejąć odpowiedzialność, także finansową, za swoją rodzinę.

To dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

- Na jej przykładzie jak na dłoni widać dwie największe bolączki systemowe. Paradoksalnie, nie chodzi o pieniądze. Pierwszy problem to brak koordynacji. I to zarówno wewnątrz systemu - bo niejasny jest podział zadań między ośrodkami pomocy społecznej na poziomie gminy i centrami pomocy rodzinie na poziomie powiatu, jak i między pomocą społeczną a innymi instytucjami wsparcia - urzędem pracy, kuratorami sądowymi, domami dziecka itd.

Rzecz w tym, że w Polsce nie funkcjonuje polityka rodzinna z prawdziwego zdarzenia. Została wtłoczona w obręb pomocy społecznej, a to oznacza dla niej marginalizację i kojarzenie jej z sytuacją kryzysową, czy wręcz patologiczną. A przecież dla państwa nie ma nic lepszego, także z finansowego punktu widzenia niż sprawnie funkcjonująca rodzina, która prawidłowo wychowa dzieci.

Osobom wykluczonym oferuje się dach nad głową, bezpłatne jedzenie i nic więcej. A co z resztą, jest w rękach bezdomnego?

- Właściwie tak, czasem mogą liczyć na pomoc organizacji pozarządowych czy kościelnych, czasem znajdzie się jakiś człowiek, który wyciągnie rękę. Z punktu widzenia systemu bezdomny, po pierwsze, zwykle skupia w sobie moc problemów - problemy zdrowotne, niezaradność, brak lub nieadekwatne do potrzeb wykształcenie, bezrobocie, uzależnienia, problemy prawne (wielu bezdomnych to osoby opuszczające zakłady karne), rodzinne (znaczna grupa to wychowankowie placówek). Po prostu - morze nieszczęść.

Po drugie, dla systemu bezdomny to bezdomny. Brakuje rzetelnej diagnozy, wszystkich wrzuca się do jednego worka. Zawsze będą tacy, którzy swojego życia już nie zmienią, a nasza, czyli społeczeństwa, pomoc musi ograniczyć się do tego, żeby nie zamarzli lub nie umarli z głodu. Ale innym można pomóc się odbić. Tylko rzetelna diagnoza może spośród ogółu bezdomnych wybrać tych, którym można pomóc kompleksowo, nawet ponosząc jednorazowo większe koszty, bo dzięki tej pomocy oni wyjdą na prostą i nie tylko przestaną nas kosztować, lecz będą dokładać się do budżetu państwa, płacąc podatki.

Ewa walczy o to, aby mieć własny kąt. Nigdy nie zaproponowano jej mieszkania chronionego ani tego, że ośrodek pomocy społecznej wynajmie jej jakieś lokum. Prawo dopuszcza takie rozwiązania, dlaczego nie są stosowane?

- Jeżeli liczymy te pieniądze dla każdej instytucji osobno, to wtedy na takie rozwiązanie brakuje pieniędzy, bo system pomocy społecznej nie wybuduje przecież nowego mieszkania dla Ewy ani jej go nie wynajmie na wolnym rynku. Zupełnie inaczej sprawa wygląda, gdy spojrzymy od strony kosztów, które dla całości budżetu państwa generuje sytuacja Ewy - utrzymanie jej córki w placówce, utrzymanie jej i jej partnera w miejscach, gdzie obecnie mieszkają, koszty ich ewentualnego leczenia, koszty, jakie mogą pojawić się w związku z tym, że jej córka nie wychowuje się w rodzinie itd.

To jest jak z pieniędzmi na profilaktykę i badania przesiewowe, jeśli dziś na to nie wydamy, to zapłacimy znacznie więcej później, lecząc osoby w zaawansowanym stadium choroby. To jak myślenie - po nas choćby potop. Polityka społeczna jest w Polsce krótkowzroczna.

Dlaczego łatwiej rozdzielić partnerów życiowych i jego umieścić w jednym schronisku, ją w drugim, a dziecko w domu dziecka, niż pomóc całej rodzinie?

- No właśnie dlatego, że połączenie tej rodziny generuje koszty na dziś - trzeba dać im mieszkanie. To, że dzięki temu jutro oni sobie poradzą i wszelkie koszty znikną, nikogo nie interesuje. Na dziś tych pieniędzy w systemie nie ma.

Ewie nikt w pomocy społecznej nie okazał życzliwości. Czuła się jak żebraczka. Usłyszała, że jest nastawiona roszczeniowo tylko dlatego, że nie chce pokornie zgodzić się na kolejne schronisko, ale chce mieszkania chronionego i pracy.

- Brakuje w ogóle prawdziwej, nowoczesnej pracy socjalnej. System sprowadza pracownika socjalnego do roli biurokraty wypełniającego tysiące dokumentów i sprawozdań oraz "wypłacacza" świadczeń. Dlaczego? Jest wiele przyczyn: niski prestiż i płace w tym zawodzie, wypalenie zawodowe, opór samych zainteresowanych.

Do tego pracownik socjalny usytuowany jest po stronie systemu - dodajmy systemu niewydolnego i rozczłonkowanego. A on powinien stać po stronie klienta, czyli człowieka w potrzebie.

W efekcie pracownik socjalny nie realizuje w Polsce wielu niezbędnych dla tego zawodu ról. Zamiast diagnozować konkretne przypadki, dopasowuje je do procedur, przepisów oraz tu i teraz dostępnych pieniędzy. Zamiast koordynować na lokalnym poziomie działania różnych instytucji, pilnuje tylko budżetu swojej placówki. Zamiast zrobić i systematycznie zrealizować plan działań, które pozwolą wyjść danej osobie z kryzysu, doraźnie gasi pożary, a skomplikowane sytuacje stara się wypchnąć poza obręb swojej placówki. Można by mnożyć przykłady.

Jak powinien zadziałać system, kiedy po raz pierwszy w ośrodku pomocy społecznej pojawia się była narkomanka, zakażona HIV, bezdomna, z małym dzieckiem?

- Pracownik socjalny powinien dogłębnie i wieloaspektowo zdiagnozować stan rzeczy. Nakreślić plan wyjścia z kryzysowej sytuacji - jak najszybszego i jak najbardziej efektywnego. Następnie skoordynować działania różnych służb i zasobów gminy, aby zrobić to jak najtaniej, biorąc pod uwagę wszystkie koszty społeczne i finansowe, niezależnie od tego, kto i na jakim szczeblu administracji musi je dziś lub w przyszłości ponosić.

Sytuacja jest o tyle paradoksalna, że prawidłowe działanie systemu pomocy społecznej byłoby dobre i dla Ewy, i dla budżetu państwa. Jednak nie jest wykonalne w ramach konkretnego budżetu konkretnej placówki w konkretnym czasie ograniczonym rozliczeniem rocznym. Bardziej prawdopodobne jest, że Święty Mikołaj jej pomoże.

*Dr Magdalena Dudkiewicz, wykładowca akademicki, adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW, ekspert Instytutu Spraw Publicznych, gdzie m.in. pełni funkcję sekretarza redakcji kwartalnika "Trzeci Sektor".

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Białoruś oskarża Polskę o finansowanie zamachu stanu

Tak twierdzi reżimowa telewizja Białoruś 1. Powołuje się przy tym na sfałszowaną depeszę polskiego MSZ

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego