Szwajcarska heroina

Sławomir Zagórski
2009-07-25, ostatnia aktualizacja 2009-07-24 22:10

Szwajcarzy blisko 20 lat temu postawili na możliwie wszechstronną pomoc narkomanom, a nie na walkę z nimi. Efekt? To jedyny dziś kraj w Europie, w którym śmiertelność narkomanów spada

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Niepozorna kamienica kilkaset metrów od dworca kolejowego w Zurichu. Na parterze poczekalnia, okienko, w którym odbiera się narkotyk i salka, w której można go sobie wstrzyknąć (siedem dość stłoczonych stanowisk, każde w innym kolorze). Na pierwszym piętrze apteka (wspaniale zaopatrzona), pokój spotkań i gabinet lekarski. Dwa górne piętra zajmują biura i pokoje konferencyjne - to strefa, do której pacjenci nie mają już wstępu.

Tak z grubsza wygląda klinika "Zokl 2", pierwsza w Szwajcarii, w której 16 lat temu zaczęto podawać narkomanom heroinę. Jak doszło do jej powstania? Czy to aby nie przesada, by uzależnionym od narkotyku ludziom tak dalece iść na rękę, by na koszt państwa mogli brać najczystszą heroinę?

Eksperyment Needle Park

- Po to, by zrozumieć ideę stworzenia "Zokl 2" trzeba cofnąć się o dwadzieścia klika lat - tłumaczy dr Adrian Kormann, dyrektor medyczny kliniki. - W latach 80. mieliśmy podobną strategię walki z narkomanią, jaką wy, Polacy, macie teraz - mówi Kormann. - Główny nacisk kładliśmy na dążenie do abstynencji, kierowaliśmy pacjentów na długie pobyty do ośrodków terapeutycznych. Część osób uzależniona od heroiny dostawała wprawdzie metadon [syntetyczny narkotyk nie wywołujący euforii za to pozwalający obyć się bez heroiny i zupełnie dobrze funkcjonować - przyp. red.], ale było to trudno dostępne, obwarowane wieloma warunkami leczenie. Prawo zabraniało zażywania i naturalnie handlu narkotykami, policja bezlitośnie ścigała uzależnionych.

Narkomani zawsze ciągnęli do dużych miast. W Szwajcarii ich mekką stał się Zurich. Lubili przesiadywać w centrum miasta, nad jeziorem. Policja przeganiała ich z jednego miejsca w drugie, aż znaleźli azyl w położonym na wyspie, w samym sercu Zurichu parku Platzspitz. - I wtedy zapadła decyzja, by zostawić ich tam w spokoju - opowiada Athos Staub, przewodniczący pomagającej narkomanom organizacji non profit - Arbeitsgemeinschaft fur risikoarmen Umgan mit Drogen (Stowarzyszenie na rzecz Redukcji Ryzyka Zażywania Narkotyków), w skrócie ARUD. Policja nie interweniowała, uzależnieni wzięli więc park we władanie.

- Któregoś dnia nałożyłem najbardziej sfatygowaną podkoszulkę, stare dżinsy i poszedłem na Platzspitz - opowiada Athos Staub. - Przeraziłem się. Wszędzie walające się śmieci, papiery, strzykawki. Mnóstwo obszarpanych młodych ludzi, w dzień snujących się lub śpiących na trawnikach, a w nocy zgromadzonych wokół ognisk.

- Decyzja o zamknięciu oczu na to, co się dzieje w parku, który w tym czasie zyskał nazwę "Needle Park" (Park Igieł), nie była najszczęśliwsza - mówi dr Adrian Kormann. - To miejsce działało jak magnes. Wieść, że w sporym europejskim mieście można spokojnie brać i sprzedawać narkotyki i nikogo to nie obchodzi, szybko rozniosła się za granicę. Do Needle Park zaczęli zjeżdżać narkomani z Niemiec, Włoch, Francji.

Władze miasta były coraz bardziej przerażone. Konserwatywny, bogaty, pełen banków Zurich, a tu setki brudnych ćpunów oddalonych zaledwie kilka ulic od bankowców pod krawatem.

Poruszeni tym, co dzieje się w Needle Park byli także miejscowi lekarze i duchowni. Nie wolno zostawić nam tych ludzi bez opieki - argumentowali. Ostatecznie ci pierwsi wraz ze studentami medycyny (był wśród nich także ówczesny student Adrian Kormann) zaczęli pełnić dyżury w parku, a z inicjatywy tych drugich rozdawano zupę. - To było coś w rodzaju zarodka systemu pomocy narkomanom - mówi Athos Staub. Sytuacja medyczna była rzeczywiście poważna - przeprowadzano średnio dwie reanimacje dziennie.

W 1992 r. zapada decyzja o zamknięciu parku. Władze nie mają jednak żadnego pomysłu, w jaki sposób kilkaset przegonionych stamtąd osób objąć opieką. I wtedy do akcji wkracza ARUD otwierając pierwszą prywatną klinikę "Zokl 1" zapewniającą narkomanom łatwy dostęp do metadonu. Kilka tygodni później "Zokl 1" ma pod opieką już ponad 300 pacjentów.

- Działaliśmy na wpół legalnie - mówi Staub. - Prawo stanowiło wyraźnie: po to, by dostawać metadon trzeba spełniać wiele warunków, wypełnić wiele dokumentów, a u nas wystarczyło się zarejestrować i poddać badaniu lekarskiemu. Klinika funkcjonowała na zasadzie faktu dokonanego, jednak władze patrzyły na naszą działalność przez palce. Mało tego. Trzy lata później, kiedy opracowywano nowe zasady leczenia metadonem w tej części Szwajcarii, skorzystano w dużej mierze z naszych doświadczeń, a klinika "Zokl 1" zyskała status w pełni legalnej placówki medycznej.

Klienci czy pacjenci?

Dość szybko opiekujący się narkomanami lekarze zdali sobie sprawę, że "Zokl 1" i program metadonowy nie załatwiają całkowicie sprawy. Doszli do wniosku, że po to, by umożliwić jako takie funkcjonowanie najciężej chorym, należałoby im podawać czystą heroinę.

- To nie my pierwsi na świecie wpadliśmy na ten pomysł - opowiada prof. Ambros Uchtenhagen, wybitny psychiatra i znawca tematyki uzależnień, duchowy "ojciec" placówek tworzonych przez ARUD. - Heroinę narkomanom zaczęli dawać w latach 70. Brytyjczycy - ciągnie prof. Uchtenhagen. - Nasz rząd wysłał mnie wtedy do Anglii, żebym na miejscu przekonał się, czy takie postępowanie ma sens. Nie byłem specjalnie zbudowany. Tamtejsi lekarze po prostu wypisywali recepty na heroinę, pacjent szedł do apteki, kupował narkotyk, a potem często go odsprzedawał. Brytyjczycy zresztą po jakimś czasie wycofali się z leczenia heroiną, zastąpił ją całkowicie jej substytut - metadon.

- My w latach 90. zamierzaliśmy się zabrać do tego z naszą szwajcarską dokładnością i stworzyć porządny, kontrolowany system dostępu do heroiny - podkreśla prof. Uchtenhagen. - Każdy pacjent, któremu chcieliśmy podawać heroinę, miał mieć pozwolenie federalnego urzędu na terapię i musiał być zarejestrowany po to, by nikt nie pomylił go z innym chorym na terenie kraju. Na takie leczenie kwalifikowali się naszym zdaniem najciężej uzależnieni, którzy nie funkcjonowali dobrze na samym metadonie, bądź z pewnych względów (np. choroby serca) nie mogli korzystać z metadonu.

Lekarze z ARUD najpierw przekonali do tej inicjatywy radnych z Zurichu, a następnie pokonali trudniejszy "płotek" w postaci urzędników Federalnego Biura Zdrowia Publicznego. Ostatecznie udało im się uzyskać zgodę na pilotażowy program podawania heroiny. W ten właśnie sposób doszło do otwarcia "Zokl 2".

Początkowo klinika oferowała swe usługi wyłącznie kobietom zapewniając im także opiekę ginekologiczną. - Uważaliśmy, że tworzymy miejsce, w którym uzależnione kobiety, a więc osoby szczególnie narażone na przemoc, mogą poczuć się bezpiecznie - mówi dr Kormann. Po latach zaczęto przyjmować także mężczyzn. - Dziś "Zokl 2" ma 140 klientów, z czego 55 proc. to mężczyźni (wśród narkomanów przeciętny stosunek mężczyzn do kobiet to 3:1) - dodaje Kormann.

- "Klienci"? Tak nazywacie tych, którzy przychodzą tu po heroinę?

- A co w tym złego? - odpowiada lekarz. - Moglibyśmy mówić o nich "pacjenci", bo to przecież chorzy ludzie, ale słowo "klient" jeszcze dobitniej świadczy o tym, że wychodzimy im naprzeciw, że staramy się jak najlepiej pomóc. Po prostu o nich dbamy.

  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    51 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1