Zakazywać, legalizować czy regulować?

Wiktor Osiatyński*
2009-07-25, ostatnia aktualizacja 2009-07-24 16:54

Dekryminalizacja nie oznacza legalizacji i pełnej liberalizacji obrotu narkotykami. Może za to pozwolić na regulację ich produkcji, handlu nimi i ich używania - i na likwidację gangów narkotykowych

SERWISY
Wojna z narkotykami poniosła klęskę. Jej rozmiary widać w zwiększeniu podaży narkotyków, w zatłoczeniu więzień ludźmi, którym należałoby pomagać, a nie karać w sposób często rujnujący im życie. A także we wzroście przestępczości związanej z narkotykami. Jedynie nieznaczna część tych przestępstw jest rezultatem spożycia narkotyku (w większości są to niezbyt groźne wykroczenia). Groźne przestępstwa - zabójstwa w walce między gangami o rynki, wymuszenia, korupcja - są rezultatem samej nielegalności narkotyków.

W USA i wielu innych krajach handel narkotykami stał się najbardziej atrakcyjnym wzorem kariery dla młodych ludzi bez wykształcenia i szans na sukces (From drugs to riches). Po latach wojny z narkotykami jest ich coraz więcej, są tańsze i łatwiej dostępne. Są przy tym często zanieczyszczone oraz silniejsze, z czego nabywcy nie zdają sobie sprawy, stąd zgony z powodu przedawkowania. Kryminalizacja zniechęca osoby uzależnione do poszukiwania pomocy, gdyż musiałyby się przyznać do popełnienia przestępstwa.

Kryminalizacja posiadania narkotyków na własny użytek stworzyła osobliwą kategorię przestępstw, w których nie ma ofiary, która mogłaby złożyć skargę, bo ofiarą jest sam sprawca. Przestępstwo posiadania narkotyków jest w 100 proc. wykrywalne, gdyż nie ma przestępstwa, dopóki sprawcy się nie złapie. Nic dziwnego, że policja je lubi, bo dzięki niemu może poprawić sobie statystyki.

Ale ta sama cecha powoduje możliwość niezwykłej arbitralności ścigania. Policja łapie bezdomnych ćpunów na dworcach, bo są oni bezradni i bezsilni, ale nie słychać o policyjnych rajdach na znane nocne kluby, gdzie narkotyki zażywają zamożni ludzie z wyższych sfer. Służby lubią wojnę z narkotykami także dlatego, że przesunęła ona ogromne - i stale rosnące - środki finansowe ze służby zdrowia i prewencji do policji. W tej sytuacji ostateczne zwycięstwo w wojnie z narkotykami byłoby szaleństwem ze strony organów ścigania.

***

Wojna w ogóle nie jest najlepszą metaforą dla polityki społecznej i niemal wszędzie, gdzie została zastosowana wobec trudnych problemów społecznych, prowadziła do koncentracji władzy i jej nadużywania oraz do łamania praw. A nawet jeśli prowadzi się wojnę, to jej powodzenie zależy w ogromnym stopniu od właściwego zakreślenia pola walki. Nie sposób walczyć ze wszystkimi naraz na zbyt szerokich frontach.

W przypadku narkotyków najlepiej byłoby ograniczyć się do zakazu produkcji i sprzedaży najgroźniejszych narkotyków oraz do bezwzględnego zakazu dostarczania narkotyków nieletnim. Reszta mogłaby być przedmiotem świadomej decyzji dorosłych ludzi. Najlepszym rozwiązaniem byłaby dekryminalizacja tzw. miękkich narkotyków (np. marihuana, niektóre formy zażywania heroiny lub amfetaminy, może także kokaina zażywana przez nos, ale już nie crack) oraz dopuszczenie ich na rynek.

Rozwiązanie takie dziś jest całkowicie nierealne ze względu na interesy zaangażowane w wojnę z narkotykami, a także na stan świadomości społeczeństw. W rezultacie propozycja legalizacji nie ma szans w demokratycznym procesie politycznym, pomimo że narkotyki powodują bez porównania mniej szkód niż papierosy, alkohol czy bardzo wiele leków produkowanych przez koncerny farmaceutyczne i sprzedawanych w aptekach, a nawet w drogeriach. Warto jednak zastanowić się, jak takie rozwiązania mogłyby wyglądać, by zminimalizować negatywne konsekwencje użytkowania narkotyków.

Dekryminalizacja nie oznacza legalizacji i dopuszczenia narkotyków do wolnego obrotu (Producenci alkoholu i papierosów już zastrzegli sobie wiele nazw i aż się palą do tego, by zalać rynek narkotykami oraz ich reklamą). Przeciwnie, pozwalałaby na dokładną regulację produkcji i handlu oraz użytkowania narkotyków. Takie regulacje stosowane są wobec wielu leków, trucizn oraz innych substancji niebezpiecznych dla użytkowników i otoczenia. Podobne rozwiązania mogłyby służyć także zmniejszaniu szkód powodowanych przez producentów i handlarzy narkotyków, i to wśród całego społeczeństwa. Pozwalałyby ona również skuteczniej walczyć z nielegalną produkcją i handlem.

***

Interesującą wizję regulacji dostępu do większości narkotyków przedstawił mi przed laty Terrence Gorski - wybitny amerykański terapeuta uzależnień oraz innych zachowań aspołecznych, założyciel CENAPS Corporation, a także twórca licznych projektów polityki społecznej w tych kwestiach. Jego wizja zmierza do zmniejszenia szkód związanych dzisiaj zarówno z użytkowaniem narkotyków, jak i z ich nielegalną dystrybucją. Oto główne elementy takiej regulacji:

Narkotyki byłyby dostępne tylko dla osób pełnoletnich, a w USA 21-letnich, gdyż taki jest legalny wiek spożywania alkoholu. Udostępnianie narkotyków nieletnim byłoby surowo karane i stanowiłoby główny front walki z nielegalnym handlem. Karom poddawani byliby jednak tylko dostarczyciele, a nie młodociany, który zapalił skręta. Przy podejmowaniu decyzji, jakie narkotyki mogłyby być dostępne, kierowano by się następującymi kryteriami:

| łatwość uzależnienia - od marihuany uzależnia się mniej osób (4-6 proc. pierwszych użytkowników), niż od alkoholu (10 proc.), a od wdychanej nosem kokainy - aż 30 proc.;

| wpływ na centralny układ nerwowy i na zachowanie (można dopuścić narkotyki, które otępiają i uspokajają, ale nie takie, (jak PCP) które pobudzają lub wywołują agresję;

| ogólna szkodliwość biomedyczna.

Można tu zastosować kryteria stosowane przez odpowiednie organy (w USA Food and Drug Administration) przy dopuszczaniu na rynek artykułów spożywczych i leków. Najpierw należałoby określić szkody medyczne i zagrożenie śmiertelnością w przypadku trzech legalnych narkotyków: papierosów, kawy i alkoholu. Według podobnych kryteriów można by zbadać obecnie nielegalne substancje, dopuszczając do spożycia tylko te, których szkodliwość jest mniejsza niż legalnych używek (Jednakże przy takim kryterium najpierw trzeba by zdelegalizować papierosy, które zabijają więcej ludzi niż wszystkie inne substancje - legalne i nielegalne - razem wzięte).

Producenci narkotyków nie powinni być zależni od dochodów z tej produkcji. Nie mogłyby ich zatem legalnie produkować wyspecjalizowane firmy ani producenci alkoholu czy papierosów. Licencje byłyby przyznawane przez państwo na okres od trzech do pięciu lat ograniczonej liczbie wielkich firm farmaceutycznych, pod warunkiem że dochody z produkcji narkotyków nigdy nie mogłyby przekroczyć 10 proc. ich dochodów. Po upływie terminu (lub przekroczeniu pułapu dochodów) licencja przechodziłaby na inną firmę.

***

Zasadnicza różnica między legalizacją a regulowaną dekryminalizacją dotyczyłaby marketingu, który byłby całkowicie zakazany. Legalizacja oznacza natomiast zgodę na reklamę i promocję, jak to ma miejsce z alkoholem czy papierosami. Zdaniem Gorskiego państwo powinno decydować nawet o sposobie opakowania produktów. Żadnych bajeranckich nazw, jak ekstaza czy odlot. Na opakowaniu z szarego papieru znajdowałaby się nazwa chemiczna, określenie czystości i mocy substancji oraz informacja: "Ten środek może uzależniać. Jeżeli będziesz używać więcej niż tyle a tyle i częściej niż ileś razy w tygodniu, najpewniej się uzależnisz. Jeśli pojawią się takie a takie symptomy, skontaktuj się z takim a takim numerem telefonu, gdzie uzyskasz bezpłatną poradę i pomoc".

Sposób sprzedaży narkotyków musi pozbawić je aury tajemniczości i przygody. Powinny one być sprzedawane w aptekach po okazaniu dowodu wieku (ale bez jakiejkolwiek dokumentacji, gdyż to zrodziłoby pokusę czarnego rynku). Aptekarz powinien ostrzec nabywcę, że ten kupuje potencjalną truciznę, i przeczytać mu ostrzeżenie wraz z symptomami uzależnienia.

Państwo powinno określać cenę narkotyków. Ich produkcja jest stosunkowo tania. Cena nie powinna jednak być zbyt niska, gdyż to stanowiłoby bodziec do ich użytkowania. Ich produkcja powinna opłacać się firmom farmaceutycznym, co też wpływałoby na cenę. Ale nie powinna być zbyt wysoka, gdyż wtedy rozwinąłby się czarny rynek. Dochody ze sprzedaży nie powinny wpadać do skarbu państwa, gdyż ten uzależniłby się od narkotyków, tak jak obecnie - dzięki podatkom i akcyzie - jest uzależniony od alkoholu i papierosów. Nie łudźmy się: po dekryminalizacji spożycie narkotyków wzrośnie, tak samo jak liczba ludzi, którzy się uzależnią. Tak było po zniesieniu prohibicji alkoholu, ale spadek przestępczości, podcięcie skrzydeł mafii oraz inne korzyści legalizacji znacznie przewyższały te szkody. Dochody z narkotyków powinny być wykorzystywane na rozwiązywanie problemów związanych z uzależnieniami, stworzenie funduszu rehabilitacji oraz ośrodków leczenia, opłacanie bezpłatnych porad telefonicznych i podobne usługi.

Działalność organów ścigania byłaby nadal opłacana z budżetu państwa. Koszty te byłyby mniejsze niż obecnej wojny z narkotykami. Czarny rynek na pewno znacznie by się skurczył, gdyby była legalna możliwość nabycia substancji o znanej mocy i gwarantowanej czystości. Stróże prawa skoncentrowaliby się na bezwzględnym przestrzeganiu zakazu udostępniania narkotyków nieletnim. Sankcje powinny być surowe i bezwzględnie egzekwowane. Wysokie kary więzienia, bez wyjątków, bez zawieszenia, przedterminowych zwolnień - dostarczanie narkotyków nieletnim ma być równoznaczne ze śmiercią cywilną. Rodzice tolerujący używanie narkotyków w domu, nie informując o tym organów ścigania i nie szukając pomocy dla dziecka, powinni odpowiadać za nadużycia wobec dzieci, jak to jest w przypadku przemocy i innych zaniedbań.

Wszystko to może brzmieć przekonująco, ale pozostanie mrzonką, dopóki nie będzie silnego przywództwa politycznego, które potrafi wyciągnąć wnioski z niepowodzeń dotychczasowej polityki oraz wpływać na zmiany nastawienia opinii publicznej. U nas politycy, pod wodzą lewicowej minister Barbary Labudy, której wtórowali posłowie prawicy, skutecznie wystraszyli ludzi narkomanią. Nie tylko zresztą w Polsce wprowadzanie drakońskich kar za posiadanie narkotyków torowało drogę prawicy i populistom. Politycy chętnie żerują na ludzkim strachu, bezsilność zwykłych ludzi wobec uzależnienia oraz lęk przed narkotykami ułatwiały budzenie w nich nastrojów punitywnych.

Wiele negatywnych skutków jest już widocznych gołym okiem. Dla mnie największą wadą obecnych uregulowań jest przeciągnięcie niebezpiecznej granicy między tym, co jest legalne, a tym, co nielegalne. Kryminalizacja posiadania stawia po tej samej - nielegalnej - stronie ofiary narkotyków (czyli uzależnionych użytkowników) oraz drapieżników, którzy na nich żerują (mafia, hurtownicy, dilerzy).

***

To wszystko jest kwestią przyszłości. Na razie warto wprowadzać drobne zmiany. Miejmy nadzieję, że apel o dekryminalizację posiadania uzyska szerokie poparcie. Ważne są też zmiany prawne. Wiele postulatów zostało już wysuniętych w cyklu "My, narkopolacy", zwłaszcza przez profesora Krzysztofa Krajewskiego. Proponuje on m.in. szersze korzystanie z możliwości zawieszenia kary (w tym zmianę przepisów, by posiadaczy narkotyków nie obejmował zakaz warunkowego zawieszenia) pod warunkiem poddania się leczeniu. Jednakże bez wiedzy, że można inaczej, oraz umiejętności, jak postępować, żadne zmiany prawne nie dadzą rezultatu. Toteż niezwykle ważne byłoby szkolenie prokuratorów, sędziów i przede wszystkim kuratorów sądowych w dziedzinie uzależnień, a także wprowadzenie takiego przedmiotu na studiach prawniczych i aplikacjach. Warto rozważyć utworzenie specjalnych sądów, gdzie orzekaliby sędziowie mający odpowiednią wiedzę i doświadczenie.

Takie doświadczenie skądinąd niemal zawsze prowadzi do zaakceptowania konieczności depenalizacji posiadania narkotyków na własny użytek, do popierania programów redukcji szkód, w tym także programów metadonowych, a niekiedy także do akceptacji uregulowanej dostępności narkotyków.

*Wiktor Osiatyński - prawnik, konstytucjonalista, profesor Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie. Autor ponad 20 książek, w tym: "Alkoholizm: grzech czy choroba?", "Rehab" i "Alkoholizm: i grzech, i choroba". W 1989 r. założył Komisję Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu i Innych Uzależnień działającą przy Fundacji Batorego

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 46 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    45 głosów

  • Polska za biedna i za katolicka, niestety jest na mojo123 27.07.09, 18:16

    to by myśleć ze jakakolwiek debata legalizacyjna w tym kraju ruszy na poważnie. Jest multum innych problemów. A Rydzyk kupuje polityków jak chce i każe im reklamować swoje biznesy z ambony. »

  • Zakazywać, legalizować czy regulować? shadowofeclipse 27.07.09, 23:15

    Dlaczego ta petycja dotyczy używania narkotyków w celach rekreacyjnych a niktnie przeprowadzi podobnej ankiety dotyczącej zastosowań medycznych.Takie narkotyki jak cannabis (na receptę), »

  • Zakazywać, legalizować czy regulować? muminos1975 09.08.09, 15:04

    "ćpają i pija za swoje a potem leczą sie za moje" mnie to wali, ale to mam dopowiedzenie»

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':