Narkotyk na receptę

Jakub Janiszewski, TOK FM
2009-07-17, ostatnia aktualizacja 2009-07-17 10:03
Grzegorz Wodowski, szef krakowskiego Monaru: - Kierownicy programów substytucyjnych zwykle przymykają oko na to, że pacjenci
Grzegorz Wodowski, szef krakowskiego Monaru: - Kierownicy programów substytucyjnych zwykle przymykają oko na to, że pacjenci "dobierają" alkohol i inne substancje psychoaktywne. Inaczej programy świeciłyby pustkami
Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta

O metadonie niektórzy mówią, że to leczenie trucizną, ale dzięki niemu umarli wracają do życia

Pierwszy eksperymentalny program substytucyjny uruchomiła w 1993 r. dr. Elżbieta Steinbarth-Chmielewska. Przez to okienko w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii wydawany jest metadon
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Pierwszy eksperymentalny program substytucyjny uruchomiła w 1993 r. dr...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Ela dostała się na program metadonowy, bo miała wyjątkowe szczęście. Czternaście lat temu , kiedy o terapii substytucyjnej mało kto w Polsce słyszał, trafiła na detoks do jednego z warszawskich szpitali.

Nowicjat

- Miałam 28 lat, za sobą 15 lat brania. Ważyłam 38 kg, miałam padaczkę, przewracałam się na ulicy, często wracałam do domu z rozbitą głową.

Towar robiłam u siebie. Po słomę jeździłam na wieś. Czasem patrzyłam przez okno na ludzi i im zazdrościłam, że mogą tak po prostu wyjść. Czułam się jak więźniarka.

Na detoks położyli ją w piątek.

- W poniedziałek szefowa detoksu zapytała, czy chcę wejść na metadon.

Tego samego dnia dostała pierwszą dawkę - 100 ml. Objawy głodu ustąpiły a wraz z nimi potrzeba brania. W kolejnych latach potrzebowała metadonu coraz mniej. Dziś przyjmuje 40 ml.

Marek miał mniej szczęścia - zanim został pacjentem substytucyjnym, spędził sześć lat w ośrodkach Monaru. Przeszedł trzy pełne cykle terapii. Po pierwszej nie brał siedem lat, po drugiej i trzeciej - tylko kilka miesięcy. Kiedy dostał się na program, miał 36 lat, na koncie kilkanaście lat brania i wirusa HIV. Dawka - 90 ml.

Paweł (też 90 ml) mówi, że najpierw uzależniony był od matki.

- Wszystko miałem podstawione pod nos. Kiedy z żoną wyprowadziliśmy się do wynajętego mieszkania, okazało się, że jestem jednym wielkim: "Gdzie jest mama?".

Pierwsze próby miałem w podstawówce - marihuana, wąchanie kleju. Ale dopiero kiedy żona mnie zostawiła, wpadłem w uzależnienie. Przeszedłem parę detoksów, było mi wstyd, że biorę, ale nie mogłem przestać.

Podobnych historii jest w Polsce 1556 - tyle, ile miejsc na 15 programach substytucyjnych. Rozporządzenie ministra zdrowia regulujące zasady substytucji mówi, że można nią objąć pacjenta, który: 1) jest uzależniony od opiatów od co najmniej trzech lat; 2) ukończył 18 lat; 3) próby leczenia konwencjonalnymi metodami okazały się nieskuteczne, 4) wyrazi zgodę leczenie w ramach programu.

- To działa jak nagroda - mówi Mirosława Straburzyńska, terapeutka uzależnień, współzałożycielka jednego z warszawskich programów substytucyjnych. - Im dłużej ktoś cierpiał, tym większe ma szanse. W pewnym sensie mówimy do tych ludzi: masz HIV i HCV, życie ci się rozsypało? To pomożemy. To jak cukierek, do którego trzeba doskoczyć.

Doskakiwanie nie kończy się przy wejściu do programu, bo ministerialny dokument zawiera także szczegółowe wytyczne co do prowadzenia terapii i wymogi wobec pacjentów. Rozporządzenie niczym bulla papieska zmienia leczenie uzależnionych w rodzaj zakonu o surowej regule z kierownikiem programu w roli przeora.

Nie będziesz brał narkotyków cudzych poza mną

Marek po roku w programie zaliczył wpadkę - brał amfetaminę. Wyszło to w testach moczu, które zgodnie z rozporządzeniem należy przeprowadzać pacjentom co miesiąc. Po trzech z rzędu wynikach dodatnich wypada się z programu.

- Najpierw mnie przez kilka miesięcy "zerowali" - co tydzień zmniejszali dawkę metadonu o 5 ml. Nie było to przyjemne, ale prawdziwy koszmar zaczął się przy zerze. Próbowałem kombinować, od znajomych zbierać po kilka mililitrów. W końcu zacząłem znowu brać i mnie wyrzucili - opowiada. Na inny program załapał się dwa lata temu.

Nie jest pewny, czy wyleciał wtedy z powodu regulaminu, czy niechęci lekarza nadzorującego, bo tym, że ludzie poza metadonem "dobierają" alkohol i inne substancje psychoaktywne wiedzą i pacjenci, i lekarze.

- Mam wrażenie, że po niektórych to widać - mówi Ela. - Dziwię się, że to nikogo nie rusza. Robią nam testy, każą dmuchać w alkomat, a niektórzy do okienka podchodzą nieprzytomnym krokiem. Nie wiem, czemu jeden zostaje, a drugi wylatuje.

Grzegorz Wodowski, szef krakowskiej poradni Monaru, stwierdza, że gdyby stosować reguły z rozporządzenia z pełną surowością, programy substytucyjne świeciłyby pustkami. Kierownicy zwykle przymykają oko, toteż gdy je z nagła otworzą i wyciągną konsekwencje, wyrzuceni mają poczucie krzywdy.

  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1