Uciekli od ćpania

Dorota Frontczak, współ. Natalia Waloch
2009-07-16, ostatnia aktualizacja 2009-07-16 10:41
Marta, jedyna z czwórki bohaterów tekstu, która zgodziła się na ujawnienie swojej twarzy: - Wielu znajomym dopiero metadon pozwolił wrócić do normalnego życia. Utrzymują nie tylko swoje rodziny, ale po tylu przećpanych latach pomagają rodzicom, próbując im wynagrodzić lata tragedii
Marta, jedyna z czwórki bohaterów tekstu, która zgodziła się na ujawnienie swojej twarzy: - Wielu znajomym dopiero metadon pozwolił wrócić do normalnego życia. Utrzymują nie tylko swoje rodziny, ale po tylu przećpanych latach pomagają rodzicom, próbując im wynagrodzić lata tragedii
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Cztery osoby - Szymon, Paweł, Marta, Krzysztof. Każda uzależniona od innego narkotyku, każda stanęła na własnych nogach, każdej pomogło co innego.

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Szymon, 28 lat: - Co to jest marihuana? - myślą ludzie - takie coś zamiast piwa. Wolałem jointy, bo kaca nie było. Ale to nie jest już miękki narkotyk - dziś aż kapie od chemii. A ja paliłem codziennie.

W 2003 r. wyjechałem do pracy do Anglii. Planowałem zaraz wrócić i skończyć studia. Nie wróciłem. Pakowałem mrożonki. Najpierw super - spore zarobki, ale po trzech miesiącach to mnie już ch... strzelał na widok tych kartofli. Myślałem: stać mnie na więcej. Wracałem do domu, skręcałem jointa i ambicje się ulatniały.

Byłem uzależniony, a człowiek uzależniony nie konfrontuje się z tym, w jakim punkcie życia stoi. Myśli raczej, czy diler będzie miał towar. Nie szukałem kontaktu z rodziną. Bo o czym tu gadać? Unikałem narzeczonej. Bo truła.

Zaświtało mi, że mam problem, kiedy spróbowałem studiów w Anglii. Odstawiłem trawę i zaczęły się lęki, bałem się ludzi. Zrezygnowałem. Chciałem poradzić sobie sam, ustaliłem harmonogram dnia, małe cele... Dwa tygodnie było OK, a potem ktoś rzucał: imprezka jest, zapalimy? I znowu.

W 2007 r. wróciłem do Polski z objawami depresji. Czasem nie dawałem rady nawet wstać z łóżka. Byłem zdesperowany, żeby się leczyć.

Paweł, 30 lat: - Zaczyna się zawsze tak samo. Ktoś przychodzi i pyta: - Co palicie? Jointa? A, browna! Fajnie! Dacie spróbować?

Potem jeszcze raz, jeszcze raz. W liceum paliłem już codziennie. Moja dziewczyna też. Mało się nie przekręciła, zabrała ją karetka.

Czy kradłem? - Paweł uśmiecha się. - Jasne. A skąd miałbym na towar? Ale w pierdlu nie siedziałem.

Marta, 39 lat: - Zawsze chciałam mieć starszego brata. Poznałam chłopaka 29 lat, ja miałam wtedy 13. Kiedy zrywałam się ze szkoły, zawoził mnie do domu, odrabiał ze mną lekcje. Któregoś dnia poprosił, żebym dała jego klucze do mieszkania kumplowi. Okazało się, że kumpel robił u niego kompot. Ciekawa byłam, co to jest: - Nie dam kluczy, jak mi nie dasz spróbować.

Zrobił mi zastrzyk.

Zanim wypadniesz z ról

Czlowiek z kłopotami trafia najpierw do poradni uzależnień. Jest ich 300. Personel stawia diagnozę i dobiera terapię.

- Coraz częściej muszę kierować młodzież do psychiatry. - mówi Adam Nyk, terapeuta w Poradni Leczenia Uzależnień "Monar" na Hożej w Warszawie. - Kiedyś klient miał 20-30 lat i wstrzykiwał kompot. Dziś ma 13-14 lat i bierze wszystko - ekstazy, dopalacze, kokainę. Popija to alkoholem. Zalicza takie kilkunastodniowe jazdy. Kompot niszczył ciało, dzisiejsze syntetyki, nawet nasączana chemią marihuana, niszczą mózg.

Poradnie kiedyś zajmowały się dostarczaniem klientów do ośrodków zamkniętych. Dziś częściej same prowadzą terapię. Dzięki temu osoba idąca na leczenie nie musi od razu rezygnować ze szkoły, pracy, rodziny.

System pomocy przewiduje też ośrodki dziennego pobytu. W takim ośrodku rehabilitacyjno-readaptacyjnym stowarzyszenia Ordo ex Chao w Warszawie pracuje terapeuta Artur Groszek: - To miejsce dla tych, którzy jeszcze nie wypadli z ról, nie zaczynają dnia od zdobywania narkotyków. Od 14.00 do 20.00 mają u nas azyl - terapię indywidualną, grupową, hiphopowe studio nagrań, a w weekendy wspólne gotowanie. Żeby nie siedzieli z kumplami na ulicy.

Szymon, ośrodek w Anielinie

Szymon po powrocie z Anglii poszedł właśnie do poradni uzależnień. Trafił na terapię grupową. - To nie było dla mnie, wszyscy byli już po leczeniu. Terapeutka zaproponowała mi ośrodek ks. Nowaka pod Otwockiem. Zgodziłem się.

Początek był straszny - 24 godziny na dobę z 30 obcymi. I masa zajęć. Godzinami zmywałem plamki z glazury w kiblu. Potem gra w siatkę. I nie ma, że ci się nie chce. Trzy razy dziennie spotkania społeczności.

Uzależnienie to choroba woli, społeczność ma tę wolę wzmocnić. Szczerze mówi ci rzeczy, których normalnie nie słyszysz, także te dobre. Jest lustrem, w którym masz zobaczyć co jest z tobą nie halo. Ćpanie to czubek góry lodowej, trzeba poszukać głębiej.

Jak przyjechałem, brałem leki od psychiatry. W ośrodku powiedzieli mi, że to nie depresja kliniczna, tylko spowodowana narkotykami, i że mam przejść terapię na sucho. Odkryłem, że na poprawę chemii w mózgu pomaga bieganie.

  • 43 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

  • Uciekli od ćpania terror 17.07.09, 12:18

    Marta, super, że ci się udało. Byłem Twoim sąsiadem. Cieszę się, że zyjesz, i żewszystko jest ok!Bogu dzięki!»

  • Uciekli od ćpania adiqqq 19.07.09, 13:55

    Marihuana nasączana chemią?Chyba gość, który to powiedział nie wie co mówi.Dosypują majeranek, drobinki krzemu, czy nasączają w roztworze cukru i tyle z chemii.Popularna nazwa »

  • Uciekli od ćpania aga6773 11.10.11, 15:03

    Leczenie substytucyjne metadon centrum-med.eu»

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1